Byliśmy dzisiaj z Szpitalu Dziecięcym, w związku z tym naczyniakiem, u najlepszej specjalistki od naczyniaków w Krakowie. I co?
I baba spuściła mnie na drzewo

Powiedziała że to co ona ma na policzku to jest NIC w porównaniu do innych naczyniaków które leczy. Że mam poczekać aż sam urośnie, może na cały policzek, a potem jak sam zniknie, jeśli zniknie

Kurrrr... wogóle w taki sposób do mnie mówiła, że po 3 jej zdaniach miałam ochotę obrócić się na pięcie i wyjść stamtąd
Do tego była wyjątkowo niesympatyczna

Powiedziała że jestem przewrażliwiona, mam zdrowe dziecko i to ja powinnam się leczyć.. psychicznie! I że jak chcę to mnie zaciągnie za włosy na pierwsze piętro i pokaże mi naczyniaki naprawdę wymagające leczenia.
Szczerze mówiąc, to nie dość że jestem przybita jej podejściem do problemu, to do tego wkur^*^&* tym jak się do mnie odniosła. Gdyby nie to, że byłam tam z Jackiem i z dzieckiem, to bym jej napyskowała. Ale zlałam to, po co się dodatkowo denerwować...
Nie wiem zupełnie co teraz mam robić

:-(
Ona powiedziała że zostawić tego naczyniaka bo żadne leczenie nie zatrzyma procesu jego wzrostu i taki duzy jaki ma urosnąć to i tak urośnie i tak, czy coś z tym będzie robione czy nie. A mogą blizny zostać po leczeniu i lepiej czekać aż sam zniknie, wtedy będzie lepszy efekt kosmetyczny. Tyle, że nie wszystkie naczyniaki znikają i ja o tym wiem. Niektóre zostają, dlatego tak się martwie :-(
Wcześniej konsultowałam się ze specjalistą z Gdańska który twierdzi, że lepiej jak najszybciej zacząć leczenie. I bądź tu teraz człowieku mądry i sam decyduj, bo opinie dwóch super specjalistów są skrajnie odmienne.
Totalna załamka...
Nie wiem co robić :-( Na razie postanowiłam szukać dalej jakiegoś dobrego lekarza i skonsultować to jeszcze z kimś innym. Mam nadzieję że tym razem trafię na życzliwiej nastawionego do ludzi
