Właśnie wróciliśmy z ponad 2-godzinnej wycieczki rowerowej. Zwiedzaliśmy remontowane skrzyżowanie, które odcięło nam drogę do centrum. Byliśmy też pod szkołą do której chyba zapiszemy Omara i w przedszkolu. W tym ostatnim praca wre, chociaż nie wygląda jakby za kilka dni miałby rozpocząć się rok szkolny. Takie wędrowki nie są już na moje siły. Omar jest przeszczęśliwy a ja wykończona. Teraz gotuję mu zupę buraczkową (ostatnie osiągnięcie "Mamo ja zjadłem zupkę buraczkową, ugotuj mi taka też jutro!") a po obiedzie obiecałam wyprawę do biblioteki, autobusem... ale chyba nie dam rady.