reklama

Wrześniówkowe mamy

reklama
Co do chrapania wyciągnęłam wnioski
1/ kopnąć (oskarży mnie o pobicie;-))
2/całonocne badanie (nocami to lepiej niech siedzi w domku;-))
3/ rozwieść się ( nie wchodzi w grę oj nie bo to ja bym więcej straciła bo on taki kochany no czasami też mnie denerwuje no ale....;-))
A tak na poważnie też słyszałam że chrapanie może być związane z choroba chyba wyślę go do lekarza. Oj miał mój kochany wiedzieć co ja tu wypisuję zadowolony to by nie był.
 
hruda Galway jest w Irlandii i tu mieszkamy na stale(jestesmy juz 2 lata i tu ulozylismy sobie wkoncu wspolne zycie). Wiec nauka tylko tu.
No to pieknie...uczyc sie w "obcym" jezyku...choc pewnie dla ciebie juz on nie obcy...a wspolne zycie tam? My tez mielismy takie plany ale ja juz sama nie wiem co ten moj J wymysli z ta swoja praca? gdzie w koncu znajdzie port i zarzuci kotwice...bo gdzie on tam i ja ( i Stasio):-)
Laundzia - psychologia...bardzo interesujaca dziedzina, Studiowalam pedagogike resocjalizacyjna ( ale raczej z zamilowania i dla papierka:baffled:) a tam bylo sporo tej wiedzy wnetrzu czlowieka, ktora wciaga jak nalog:-)
 
hruda Irlandia byla przypadkowa. Maz mieszkal w Stanach, a ja w Polsce. Musielismy sie polaczyc w jednym miejscu i stworzyc dom. Mialy najpierw byc Stany, ale niestety odmowiono mi 2 razy wjazdu tam (mimo, ze juz bylismy po slubie). M nie chce mieszkac w Pl nigdy, wiec tak jakos padlo, ze zamieszkalismy w Irlandii. Do jezyka da sie przyzwyczaic, po 2 latach nie jest juz "obcym", zwlaszcza ze wczesniej sie uczylam od mojego M. Tu zycie jest proste, ale niestety z dala od bliskich. Mam tylko corcie i meza.
 
Larcia - wiem że zycie TAM jest proste, prostrze...ale ja sie wlasnie boje tej pustki a raczje tego TYLKO ze maz i synek...w Polsce mam kilku naprawde oddanych przyjaciol, nie wiele ale kochanych...i moich rodzicow z ktorymi chyba dopiero teraz sie tak naprawde zżyłam i tez czuje ze moge na nich liczyc w kazdym calu...a tam bede sama...a moj maz jest pokroju czlowieka angazujacego sie do reszty ale tylko w jedna sprawe - jak jest w Bolandii to synek, jak jest tam to praca...kiedys:-( bylam ja...
 
tak, to prawda, ze jest sie tu samotnym. Brakuje rodziny i najblizszych przyjaciol. Hruda no nie mow, ze tesknisz za tymi czasami, kiedy bylas tylko TY i ON. Chociaz czasem ja tez tesknie...
A wiesz, ze M urodzil sie w miescie, w ktorym mieszkasz?Bylam tam 3 razy z nim, zeby odwiedzic jego dawny dom(gdansk wrzeszcz). Pokochalam to miasto, ma w sobie cos szczegolnego.
 
Jak tak słyszę tu i tam że życie TAM jest łatwiejsze to aż mnie kusi zeby spróbować ale mąż nie chce o tym słyszeć a i ja bez rodziny przyjaciół oj kiepsko się TAM widzę, i po głębszym przemyśleniu wiem ze moje miejsce jest jednak TU z tym że nigdy nie wiadomo co nas jeszcze czeka więc sie nie zarzekam.
No i jak to pisze Hruda SZACUN dla mieszkających na emigracji.
 
reklama
Larcia - pewnie ze tesknie do tych czasow jak TYLKO ja i on, bo bylo tego nie wiele - wciaz w rozjazdach:-(. Ze nam sie UDALO zakochac w tak ekstremalnych warunkach to cud jakis...A Gdansk piekny...choc mam sentyment tez do innych miast w Polsce - Poznan, Szczecin, Białystok, Kazimierz, Łodź...ale Gdańsk ma w sobie to, co pozwala zapomniec, nabrac sil i wiary na dalsze dni - MORZE!!!!! i tego nie oddalabym za nic, zadne gory, zadne lasy, zadne inne cuda przyrody ( no, chybaze ocean ;-):-D -takie wieksze morze)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry