Nie obraźcie się, ale mnie to całe rodzicielstwo bliskości średnio pasuje. To dla mnie kolejna skrajność. Przyjmuję wybiórczo część jego "zasad", np. bardzo lubię chustę. Lubię to, że Franek jest blisko, ale to dla mnie jednak przede wszystkim wygoda. Nigdy bym nie zastąpiła wózka chustą całkowicie. Bo wiem, że moje dziecko też by tego nie chciało. On lubi być w chuście, ale jeszcze bardziej lubi być samodzielny.
A w rodzicielstwie bliskości nie pasuje mi np. idea spania razem z dzieckiem. Moim zdaniem - słaby pomysł. Franek spał od małego sam w łóżeczku i nie widzę, żeby miał przez to jakieś problemy emocjonalne. My zawsze byliśmy blisko. Przytulaliśmy go, kiedy tylko tego potrzebował. Przez 4 miesiące spał przy nas. Ale nie zdecydowałabym się na spanie z dzieckiem. Wiem, że byłabym zmęczona, a to by się źle odbiło na nim. Czasem nad ranem zdarzało się, że go braliśmy na krótką drzemkę do siebie, ale ja się wtedy usztywniałam, żeby się nie przewrócić i nie zrobić Frankowi krzywdy, no i budziłam się potwornie obolała i niewyspana. A i on przebudzał się przy każdym naszym przewróceniu się w łóżku.
A i karmić było mi łatwiej na siedząco w nocy, a potem odkładać go do łóżeczka. Bardzo pomogło mi w tym to, że Franek jadł na początku co 3-4 godziny, a po 6 tygodniach, kiedy przestaliśmy go budzić na jedzenie, budził się tylko raz, ewentualnie dwa razy w nocy. Nie było to więc uciążliwe.
Mimo wszystko - idea spania z dzieckiem do mnie nie przemawia...