Misia, ja powiem tak... Idea jest piękna. I nikt o zdrowych zmysłach tego nie neguje. Byłoby idealnie, gdyby każdy rodzic miał we krwi okazywanie maksimum ciepła, bliskości i miłości swoim dzieciom. Oczywiście uogólniam, bo w szczegóły rodzicielstwa bliskości się nie wczytywałam...
Ja się tylko odrobinę zżymam na takie akcje, bo jest równie wielu rodziców, którzy przyjmują takie idee za cel i sens swojego życia. I to nawet pół biedy, że swoje życie ustawiają pod kątem dzieciocentrycznym (ja uważam, że w małżeństwie jest się jednak najpierw żoną, a dopiero potem matką). Bo ze swoim życiem każdy robi, co chce. Tylko niepokojąco często przejawia się to też w krytyce osób, które tych ideałów nie przyjmują, a raczej nie przyjmują bezkrytycznie i w całości. Ty używasz pieluch wielorazowych, ale nie krytykujesz nikogo, kto wybrał pampersy. Przedstawiasz jedynie swoje argumenty. Będzie jednak wiele osób, które będą twierdziły, że zakładając dziecku pampersa czynię mu ogromną krzywdę i jestem złą matką...
Dlatego jeśli ja piszę, że rodzicielstwo bliskości mi nie odpowiada, to mam na myśli takie właśnie skrajne zachowania. Bo wszelkich skrajności trzeba moim zdaniem unikać jak ognia...
A co do wygody... Nie można jej zbyt pochopnie odrzucać. Tylko zależy, do czego się ją wykorzystuje. Bo jeśli używa się sterylizatorów, podgrzewaczy, pampersów, smoczków itp. po to, żeby mieć więcej czasu na pracę - to nie jest w porządku. Ale jeśli korzysta się z nich po to, żeby w zapracowanym (często z konieczności, bo z jednej pensji rzadko która rodzina jest w stanie się utrzymać) dniu znaleźć więcej czasu dla dziecka - nie mam nic przeciwko temu.
Koniec referatu
