Popieram zdanie Naur i Lilki w kwestii chrzcin. Obracamy się w kręgu bardzo majętnych ludzi, ale nie są to ludzie, na których możnaby polegać jak na przysłowiowym Zawiszy i dlatego nie zostaną chrzestnymi rodzicami żadnego z moich dzieci, choćbym miała ich mieć jeszcze dziesięcioro.
Zadanie rodzica chrzestnego polega na podjęciu się opieki nad dzieckiem w chwili, gdy rodzice biologiczni nie mogą wywiązać się ze swojego zadania - w rzeczywistości jest zaś tak, że gdyby coś się stało, opiekę nad dzieckiem przejmuje najbliższa rodzina. Większość rodziców wybiera na chrzestnych osoby bogate, licząc na korzyści jakie dziecko odniesie przy rozmaitych uroczystościach, typu urodziny, etc. Kierują się po prostu również własnym interesem, bo skoro np chrzestny zafunduje dziecku z okazji przystąpienia do komunii wyjazd do Disneylandu, to nie muszę tego robić ja, z tym że ja tę kasę zaoszczędzę.
Nie mam świętoszkowatego podejścia, słabo chodzę do kościoła, ale w Boga wierzę. Rodzicami chrzestnymi mojego dziecka zostały osoby skromne, na które mogę liczyć, że w sytuacji mojego nagłego wyjazdu, choroby, któraś z nich zajmie się moim dzieckiem tak jak własnym. A w mojej sytuacji, kiedy moi obydwoje rodzice nie żyją, jest to najistotniejsze.