Mamoblizniaczek, na początku to panie nawet proszą, żeby dzieci wcześniej odbierać. Przemka na początku odprowadzał mąż, a Milę ja, ale schemat był podobny. Pierwszego dnia na godzinkę, drugiego na dwie, tak, żeby się załapali na jeden posiłek. Codziennie trochę dłużej. Po kilku dniach na jedną drzemkę. Do pełnego czasu doszliśmy tak mniej więcej po półtora czy dwóch tygodniach. Przemek szybko się zaaklimatyzował. Na początku był problem ze spaniem. Z kolei Mila bez problemu zasypiała, ale przez 2 miesiące nie chciała nic jeść. Ja ją wtedy jeszcze karmiłam piersią, więc jadła tuż przed wejściem na salę i jak ją odebrałam. Potem, pomału zaczęła jeść. Ale ona długo nie jadła od "obcej" osoby. Nawet jeśli ta osoba często u nas w domu bywała.
A zaczynać od 1go września nie trzeba. Ale wtedy trzeba to wcześniej zgłosić. Najlepiej jakieś pismo napisać - zapytaj kierowniczki jak to wygląda. I nie można się spóźnić z opłatą - do 15go. Nie wiem, czy tak jest faktycznie, ale kierowniczka przypomina co jakiś czas, że za brak terminowych wpłat skreślają z listy.
I dobrze, żeby na początku odprowadzała osoba, która jest spokojniejsza i bardziej zdecydowana, żeby się przy dzieciakach nie rozkleić. Ja to beksa jestem, dlatego męża wysyłałam. Przy Mili nam się to nie udało i Mila płakała ze mną. Ale jak ja się uspokoiłam, to i ona też.
Starsze dzieci często chętnie chodzą przez pierwsze 2-3 dni, bo nowe zabawki, atrakcje. Kryzys jest często 4go dnia.