reklama

1 DZIECKO PO 30-STCE

Onna myśl pozytywnie. Musi byc dobrze, będzie dobrze.

Antilko a ja gapa nie wiedziałam, że tu mamy położną:zawstydzona/y: ups:zawstydzona/y:
Co do tych moich pleców to ból atakuje mnie od pasa w dół. Mąż trochę mnie masował ale to nie przynosiło efektu....własciwie bardziej pomagał okład z ciepłej dłoni niz sam masaż.

Anusieńko no to coś się juz dzieje:tak: Trzymam mocno kciuki:-)

Alek gratuluje postępu robót ;-)
 
reklama
moja relacja z porodu:)
19.08. umowilam się z polozna na kontrolne ktg w szpitalu. Po poludniu zadzwonila do mnie i powiedziala, ze lepiej będzie jak już tego dnia przyjma mnie na oddzial, bo potem może nie być miejsc. Ja nie chciałam, bo nastawilam się na nastepny dzien, zreszta wiedziałam ze i tak tego 19. żadnych badan mi nie zrobia, wiec po co mialam tam zostac. No ale dobra, pojechaliśmy na to ktg, które oczywiście nie wykazalo zadnych skurczy, potem zbadal mnie lekarz stwierdzil rozwarcie na 1,5-2 palce no i powiedział, ze woli żebym zostala już w szpitalu. Z bolem się zgodzilam, tak bardzo nie lubie szpitali… dostalam sale 2 osobowa na ktorej bylam sama, na oddziale położniczym gdzie lezaly mamusie z dzidziusiami. I bardzo się ciesze, ze nie leżałam na oddziale z blokiem porodowym gdzie normalnie lezaly przeterminowane jak ja, bo przynajmniej nie słyszałam tego wszystkiego i nie nakręcałam się…tego samego dnia wieczorem zrobili mi jeszcze usg, które wykazalo, ze z maluchem wsio ok. Nastepnego dnia rano kolo 8 obchod, tylko spytali się mnie jak się czuje i powiedzieli ze pozniej będę badana. To pozniej było dopiero ok. 13 – cale konsylium lekarskie chyba z 7 osob było przy tym badaniu… rozwarcie na 2 palce i decyzja ze nastepnego dnia rano czyli 21.08 o 6 będzie wywoływanie, nie wczesniej, bo wszystkie sale na porodowce zajete… załapałam dola, bo już się nastawialam ze jednak nastapi to 20.. No ale coż… kolo 15 przyszedl mój maz i wtedy po raz pierwszy poczulam bol w dole brzucha i bol plecow. I tak najpierw co godzine, pozniej co pol godziny. Ktg kolo 17 nic nie wykazalo, zadnych skurczy. Na obchodzie kolo 18 mowie o tych bolach, ze są co pol godz, ale lekarz się smieje, ze jeszcze niczego nie wskazuje… no wiec ok. (ten sam odbieral pozniej mój porod) Maz ponownie przyszedł do mnie wieczorem, kolo 21 te bole mialam co 20-25 minut. Moja polozna miala dyżur od 19 tego dnia. Przyszla do mnie, mowie jej o tych bolach, ale stwierdzila ze jeśli nie boli mnie gora brzucha to jeszcze nie są te właściwe skurcze. Poprosilam ja o zrobienie lewatywy (ponoc niekiedy to przyspiesza porod) po czym ona wróciła do siebie mówiąc to do zobaczenia o 6 rano na wywoływaniu. Maz wrócił do domu, ja poszlam pod prysznic a potem usiłowałam zasnąć. Kolo 23 godz. bole były już co 10-15 minut, nie mogłam zasnąć. Wyszlam na korytarz, zaczelam chodzic. Kolo polnocy bole mialam co 7 minut, polozna z położniczego stwierdzila ze idziemy na porodowke do zbadania. Poszlysmy a tam żaden lekarz nie mogl mnie zbadac, wszyscy byli zajeci. Wrócilysmy z powrotem, ja caly czas łaziłam po korytarzu, bole chwilami były już mocne, ale do zniesienia. Kolo 0.30 poszlysmy znow na porodowke, w koncu zbadala mnie lekarka, rozwarcie na 3 cm- i decyzja ze zostaje na porodowce. Przychodzi moja polozna, spisuje dane i dzwonie po meza. O 1.15 jestesmy na Sali porodowej. Najpierw ktg i wreszcie moje bole okazuja się być pieknymi skurczami do 100%. Potem ide pod prysznic, mąż masuje mi plecy, ale niewiele to pomaga, wracamy wiec na sale. Caly czas jestem podpieta pod ktg ale mogę chodzic wkolo lozka, siadac na worku sako, opierac się o lozko, kucac, co tylko chce. Mialam tez wypożyczony ze szkoly rodzenia tzw tens porodowy – takie urzadzenie z diodami które przyczepialo się na plecy na dole i w trakcie skurczu włączało się – prad działał jak masaz. Troche pomagalo, ale nie sadzilam ze te bole krzyzowe będą takie okropne. Polozna przypominala mi o oddychaniu ale i tak oddech mi przyspieszal… przy kolejnym badaniu chyba po 2 godz. było 4 cm rozwarcia. Bolalo strasznie. Lekarka chciala przebic mi pęcherz, ale moja polozna nie pozwolila, bo wtedy musiałabym już do konca na lozku lezec. No i na szczescie, bo nie wyobrazam sobie tych boli na leżaco. Dali mi pyralgin i cos rozkurczowego, dolarganu nie chciałam. Skurcze były już bardzo często, nie umialam chwilami oddychac tak bolalo… o 3.30 kolejne badanie – myślałam ze będzie gdziez 6 cm, a tu rozwarcie już na 9-10 cm! Polozna kaze mi wejsc na lozko i zaczynaja się parte. Najpierw siedziałam na lozku w kleku na czworakach i tak parlam. Raz sobie solidnie krzyknęłam, przyszedł lekarz i mowi do mnie żebym tak nie krzyczala bo mu wszystkie pacjentki wystrasze… hehe, a ja naprawde tylko raz sobie krzyknęłam;P potem parlam już w pozycji półsiedzącej. Maz mi pomagal, przypominal o oddychaniu, az bylam zdziwiona ze się nie wściekałam na niego, heheJ No i w koncu widze glowke, po czym lekarz nacisnął mi na brzuch i wyskoczyl nasz niunius… w sumie nie wiem dlaczego nacisnął mi ten brzuch, przeciez jak glowka wyszla to już latwo reszta wyskakuje… no ale jak widac, bal się chyba ze będę krzyczec. No i o 4.20 urodził się nasz synuśJ. Połozyli mi go na brzuchu, ja z wrazenia i emocji nie umialam go dobrze chwycic… cudo nasze kochane. Maz przeciął pępowinę i zabrali go. A mnie czekalo szycie. Okazalo się ze pękla mi pochwa po lewej stronie a naciecie zrobili mi po prawej… szycie nie było miłe, ale przezylam. Potem polozna troche mnie obmyla a mnie zaczęło się robic slabo. Zmierzyla mi cisnienie – było 90 na 50. Po chwili dostalam jakas kroplowe z czyms na wzmocnienie, potem slodka herbate i mialam jesc herbatniki które mialam ze soba. Lezalam chwile na korytarzu bo nie było miejsc, w koncu położyli mnie na miejsce dziewczyny która miala rano wywoływanie porodu. Kolo 8 rano przynieśli mi malego i polozna pomogla przystawic go do piersi. Cos tam pociumkal, ale ja bylam bardzo slaba, wiec zabrali mi go.potem zrobili mi morfologie, niby nie wyszla taka zla,wiec na razie nie chcieli mi przetaczac krwi. Po poludniu przenieśli mnie na oddzial polozniczy i przywiezli naszego slodziaka. Bylam nadal bardzo slaba, nie mogłam wstac. Na szczescie ze maz był przy mnie. Wieczorem stwierdzilam, ze nie będę w stanie zajac się malym w nocy, ani wstac do niego ani go podnieść. Przyszedł lekarz i w koncu stwierdzili ze przetocza mi krew – 2 jednostki. No i tak saczyly się te dwa worki przez noc. Rano w piątek poczulam się już lepiej i zaczelam wstawac. Przywiezli mi synka i mogłam już się powoli nim zajac.
[FONT=&quot]Generalnie Porod mialam naprawde szybki, nie spodziewalam się takiego tempa. Najgorsze z tego wszystkiego były bole krzyzowe, a potem zbyt mocne naciagniecie szwow przez lekarza… no i problemy z karmieniem w szpitalu, co niestety przeniosło się do domu… Ale sam porod mimo wszystko wspominam jako cos niezwykłego.. i ciesze się ze mialam swoja polozna, dzieki czemu czulam się bezpiecznie i nie musiałam leżeć.

Anus, czekamy na wiesci:) moze jestes juz po?:)

moj bobas teraz spi, z karmieniem jest jakby ciut lepiej, cwiczymy wyciaganie jezyka, zeby dobrze ssal. brodawki jeszcze nie do konca wygojone, kapturkow nie chce i na razie daję golą piers. w czwartek idziemy do pediatry, zobaczymy ile maluch przybral.
buziaki dla wszystkich!
[/FONT]
 
Ostatnia edycja:
Kajduś wzruszyłam się. Też już bym chciała mieć moją maleńką:happy:
Onna jakie wieści po wizycie:confused:
A ja jestem wściekła musiałam zostać po godzinach w pracy, bo koleżanka wzięła wolne a przełożona nikogo nie znalazła na jej miejsce. Byłam w pracy od 7 do 19:angry:Dowiedziałam się o tym o 15 więc zdążyłam wcześniej zjeść całe drugie śniadanie. Wróciłam do domu głodna i zmęczona:baffled:
 
Witajcie,

Ja wlasnie wrocilam z basenu i sie nie utopilam:szok: ale wszystko zle robila, nie potrafie sie polozyc na wodzie... no poprostu koszmar:szok:

Antila z tego co wiem to kobiety w ciazy nie moga bez ich zgod pracowac w nadgodzinach!!! to samo tyczy sie delegacji i pracy w porze nocnej!!!

Onna odezwij sie!

Kajda ale Ci zazdroszcze!!!:-(

Anusieńka mam nadzieje ze Ty juz tulisz swoje malenstwo!

Vonko dziekuje:tak:
 
Dobry wieczór:-)
Anusia czy Ty już po:confused:
Onna czekamy na wieści..jak dzisiaj:confused:
Kajduś ojej..wzruszyłam się, czytając Twój opis:happy: ja też już chcę;-):-D
Esch czyżbyś uczyła się pływać..?;-) a jak tam u Was na froncie starankowym?;-) robiłaś badania?
Vonko a czy zakupy już zrobione? :-)
Antilko no pewnie, że ciężarnym nie wolno pracować w nadgodzinach:no: nie możesz się na to godzić:no:

U nas ścianka prawie gotowa:-) fajnie to wygląda, z długiego ponad 5 metrowego pokoju zrobiły się dwa:-D co prawda drugi bez okna, ale to ma być kącik komputerowy mojego małżonka:-D a ten z oknem będzie dzieciowy:happy: przywieźliśmy już też panele, jeszcze tylko musimy kupić farbę, no i z materiałów to będzie wszystko:-) już bym chciała, żeby wszystko było gotowe:-)

miłych snów:-)
 
Aleczku no cytologie mam nadzieje zrobic za kilka dni - w poprzednim cyklu nie dalam rady wyrwac sie z pracy, no i prolaktyne od razu tez zrobie.... Postanowilam chodzic na basen razem z moim mezem.... wiec staram sie nauczyc plywac ale jestem oporna uczennica :-D

Jak ja dawno nie ogladalam mojego M jak milosc :szok:
 
Esch hihi ja też oglądam:-D a prolaktynę masz robić w jakimś konkretnym dniu cyklu? bo ja dokładnie nie pamiętam, jak robiłam, ale to chyba był jakiś konkretny dzień, a będziesz robiła też z obciążeniem, czy normalnie?
 
Aleczku prolaktyne mam robic normalnie bez obciazenia.... jak lekarz uslyszal ze mam rozregulowane cykle i plamienia przed okresem to od razu kazal zrobic prolaktyne... az sie boje co wyjdzie :-(
 
Przepraszam,że tak późno, bylam po poludniu u lekarza, jeszcze kończylam obiadek, sprzątanko i takie tam..
Lekarz sie specjalnie nie przejął takim wynikiem, powiedzial,że jest więcej niż bylo i dobrze... No cóż, uspokajam sie do następnego badania - za tydzień. DOstałam zwolnienie i oprócz luteiny jeszcze duphaston mam łykać, bo proegesteron slaby. Widze że nic tu nie wymyślę i moje interpretacje tylko wprawiają mnie w huśtawkę... Musze cierpliwie poczekać jakoś pod koniec września lekarz ma mi robić USG to może coś więcej będę wiedziala... Dzięi za wsparcie, naprawde mnie wzruszyłyście :zawstydzona/y:

kajda, relacja szczegółówa- to miałaś przeżycia, ale co tam, masz dziecinkę przy sobie każda z nas by tak chciała
esch, ja tez nie umiem pływać, nie wiem czy wogóle jestem wyuczalna...
a;ek, powodzenia w remoncie, widzę,że zakres nie takie duży, dacie radę. Tylko nie przebywaj w tych pomieszczeniach gdzie malowane, niech wywietrzeje przez kilka dni lepiej. A mdlości nie masz????
Pozdrowiwenia dla wszystkich 30teczek :)
 
reklama
Kajduś wzruszyłam się :tak:co do karmienia to norma, na razie możesz zapomniec, że po kąpieli wytrzesz piersi ręcznikiem ;-) na szczęście to mija, u nas jest dużo lepiej, brodawki już są zahartowane.

Anusia :-)

Onna nic się nie martw to szkodzi fasolce

no lecę, bo mój głodomorek się domaga

pozdrowienia
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry