no jestem

a więc od początku: we wtorek 17 kwietnia jak co rano wstałam, wyszykowałam się do pracy,zjadłam śniadanko i już miałam wychodzić,ale jeszcze zaczepiłam o kibelek-robię siusiu a tu krew-żywoczerwona dosyć sporo

.
Zachowałam zimną krew (męża nie było w domu),zadzwoniłam do taty, tata zawiózłmnie do szpitala. poszłam na oddział położniczo-ginekologiczny. Pan doktor zbadał mnie-stwierdził, ze na wzierniku jest krew, więc już mi nie pozwolił wyść ze szpitala.dano mi szpitalną koszulkę i do łóżeczka.Dostałam 2 razy kroplóweczkę rozkurczową (mimo, że nic mi nie bolało), 3 razy dziennie mierzono tętno płodu i czynność skurczową macicy( wszystko w porządku), zrobiono mi usg (łożysko ok),bad. krwi i moczu ( w porządku). No i w czwartek rano do domku i tydzień wolny. Krwawienie się nie powtórzyło-nadal prowadzę bardzo aktywny tryb życia (lekarz nie miał przeciwskazań) i wróciłam do pracy (co właśnie widzicie



). Pan doktor powiedział o dwóch przyczynach: stres (nie brakuje mi ostatnio w związku z postepem choroby Taty:-

-() lub nadżerka (miałam z nią kłopoty przed ciążą:-() 18 majamamwizytę z usg u swojej pani gin, więc pewnie obejrzy mi szyję;-).
Z Wami spotkam się teraz 2 maja (mam nadzieję) bo jutro świętuję święto pracy:-):-)