ola_medrek
Aktywna w BB
witam,
ja miałam podobny problem. pisałam o tym pod nazwą "powroty z placu zabaw"; jedyna! skuteczna! metoda to stać z załozonymi rękoma i czekać aż dziecko przestanie płakać. Naprawdę działa!!!! na początku można stać i pół godziny ale bardzo szybko skraca się to do kilkunastu sekund. na początku nie wierzyłam że tak będzie, ale uzbroiłam się w cierpliwość i udało się. Jak to się mówi "nerwy w konserwy" i trzeba tak robić.
niestety jest jescze jeden problem - BABCIE. nie wiem czy wszystkie, ale u mnie obie, uważają że po co dziecko ma się niepotrzebnie męczyć i tak płakać. nieważne że to kosztuje bardzo dużo pracy żeby oduczyć dziecko takiego zachowania, babcia i tak zrobi to co chce dziecko.
pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości
ja miałam podobny problem. pisałam o tym pod nazwą "powroty z placu zabaw"; jedyna! skuteczna! metoda to stać z załozonymi rękoma i czekać aż dziecko przestanie płakać. Naprawdę działa!!!! na początku można stać i pół godziny ale bardzo szybko skraca się to do kilkunastu sekund. na początku nie wierzyłam że tak będzie, ale uzbroiłam się w cierpliwość i udało się. Jak to się mówi "nerwy w konserwy" i trzeba tak robić.
niestety jest jescze jeden problem - BABCIE. nie wiem czy wszystkie, ale u mnie obie, uważają że po co dziecko ma się niepotrzebnie męczyć i tak płakać. nieważne że to kosztuje bardzo dużo pracy żeby oduczyć dziecko takiego zachowania, babcia i tak zrobi to co chce dziecko.
pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości
, u nas najgorszy jest teść, jest na emeryturze i całymi dniami siedzi w domu, nosi Klaudią na rękach i wszystko jej daje a jak teściowa (rzadko to się zdarza)powie klaudi że nie można porwać książeczki to teść od razu krzyczy na nią że ma się zamknąć bo dziecko będzie płakać, na mnie jeszcze nie krzyczy ale jak ja mu zwrócę uwagę żeby czegoś tam nie robił to obrazi się na kilka dni a potem wszystko od nowa 


