reklama

Ciąża a zwierzak

to mój ozzi zazwyczaj pierdzi jak staje na tylnich łapach :) ale czesto tez wali takie bąki że sam się budzi a reszta rodziny niestety musi uciekać w pokoju bo się nie da :)
 
reklama
Forever - chomiki na smyczy?? Dobre :-D
Chomiki są b. spokojne. Gorzej było z moją kicią, którą jak była mała postanowiłam wyprowadzić na spacer na smyczy i szeleczkach. B. nie chciała. W pewnej chwili się zakotłowało i ja została ze smyczą i szeleczkami w ręku bez kota. A ona w długą. A potem kilka godzin szukania było....
 
Moja kicia za żadne skarby świata nie dałaby sobie założyć smyczy zgodnie z jej użytkiem. Kiedyś próbowałam przed weterynarzem. Zakłąanie szelek trwało 15 minut, a jak skończyłam to położyła sie plackiem na ziemi i gapiła się na mnie wielkimi przerażonymi oczkami. Przypięłam smycz i próbowałam delikatnie pociągnąć, ona przywarła pazurami do dywanu i nie ruszyła się ani i cm. Więcej nie próbowałam, zawsze korzystamy z transportera.
A czy wasze zwierzaki lubią jeźddzić autem ? Moja jak tylko zapali się silnik zaczyna wyć wniebogłosy jakbyśmy ją ze skóry obdzierali! Wyjście do weterynarza to koszmar, zawsze mi jej żal a nie mam jak jej pomóc. Próbowałam różnych sztuczek w aucie, w transporterze, na kolanach, z widokiem, bez widoku...nic nie działa. W transporterze ze strachu zawsze zrobi kupkę i się posika, potem ją trzeba kąpać, masakra, bo to kolejna trauma dla niej.A weterynarza mam jakieś 5 minut jazdy samochodem! Pani weterynarz powiedziała nam, że mozliwe, że byli właściciele mogli ją wyrzucić z samochodu (była trochę poturbowana ale ewidentnie był to kotem domowy). Ale nie wiem na ile to może być prawda.
 
Moja kota w aucie jęczy w niebogłosy, tragedia normalnie, dobrze, że zawsze jakoś mam blisko weterynarza - ok. 10 minut pieszo.

Psica natomiast jeździć lubi, choć haftuje za każdym razem. Nie zraża jej to jednak ;-) i chętnie wskakuje do samochodu :-)
 
Moja kicia jeśli chodzi o auto to w dzieciństwie tylko dawała koncerty i wciągała co się da przez kratki koszyka - b. duże oczka. Więc nawet na wakacje jeździł. Potem zaczęła się również załatwiać niezależnie od długości trasy więc i transporterek musiałam kupić i trasa tylko do weterynarza zważywszy, że załadowanie futrzaka w podróż to niezły cyrk - z gryzieniem, drapaniem, miauczeniem i syczeniem. :-( Dziś był kurs na obcinanie pazurów - miałam problem aby znaleźć delikwentkę, ale jak się udało to zapakowałam w miarę sprawnie - oczywiście w wersji transporter stojący pionowo w zamkniętym pokoju poza kocim wzrokiem i z nienacka. :tak:Koncert umiarkowany, pazurków udało się pozbyć bez żadnych wspomagaczy, ale jak już wjeżdżałam na górę poczułam, że kota muszę w wannie z transportera wyjąć. :eek:
 
Heh, ja się nauczyłam sama obcinać mojej paskudzie pazurki - dużo lżej to znosi w domu, mniej stresu - choć nie lubi, oczywiście. Na początku były wojny, ale mój upór się opłacił - teraz dwie łapki mamy z głowy bez problemu, a dwie kolejne da się zrobić, gadając do niej nieustannie ;-)
 
Próbowałam... Stres zbyt duży dla nas obu :-(
A wiecie, jak siedzialam w poczekalni z moją kicią słyszałam przez drzwi rozmowę starszej pani pogryzionej przez jej - ale nie wiem jak długo - kota, która się boi przy nim spać, do niego podejść :szok: i chce go oddać do schroniska :shocked2:. Słuchałam tego jak opowieści nie z tej ziemi.....
 
reklama
Ja też sama obcinam pazurki. Nie wypbrażam sobie comiesięcznych albo wizyt u weterynarza... Nasz jakoś już to znosi ale na początku było strasznie. Zawijamy jak dziecko w miękki kocyk i wyjmujemy jedną łapkę. Inaczej nie ma szans.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry