Moniora02 - głowa do góry
. Wszystko będzie ok. I się nie denerwuj, bo dzieciątka też się wtedy denerwują...
Wogóle nie zdołam nadrobic zaległości w waszych postach.Nowy rok zaczęłam BARDZO fantastycznie

. W nocy z piątku na sobotę trafiłam do szpitala. Miałam lekkie skurcze. Tzn. ja to odczuwałam jako jakieś kłucie w pochwie. No i na początku trochę zwlekałam z tym wyjazdem do szpitala, ale wkońcu się zgodziłam. Myślałam sobie, że mnie przebadają i puszczą do domu, bo to wkońcku nic takiego. Zrobili mi zapis KTG i musiałam usiąśc na samolocie. Jeszcze taka głupia ginekolog była. Tak mnie to badanie bolało, że szok. Nic mi nie powiedzieli co jest nie tak. Podłączyli pod kroplówke, a ja się pytam dlaczego. Położna do mnie, że to po to abym nie czuła tych kłuc. NIC MI NIE POWIEDZIELI, ŻE TO SKURCZE WYWOŁUJĄCE AKCJĘ PORODOWĄ. Dowiedziałam się następnego dnia, że gdybym nie przyjechała wtedy do szpitala to może byłabym już rozpakowana z trójpaka. I życie dziewczynek byłoby zagrożone. Na szczęście już jestem w domku. Muszę cały czas leżec, wstaję tylko wtedy kiedy naprawdę muszę. NP. do toalety. Oczywiście nie obyło się bez tabletek. Bo co prawda szyjkę mam zamkniętą, ale skróconą... Już teraz skurcze odczuwam sporadycznie, także jest lepiej. Ale i tak się martwię o dziewczynki, bo to za wczesnie żeby już teraz wychodziły na świat.:-(