Cześć Dziewczyny
Tak jak pisałam Miss - postanowiliśmy najlepiej wykorzystać ten czas pierwszych dwóch tygodni kiedy mój mąż był w domu i internet poszedł w odstawkę. Poza tym jak to bywa przy takich maluszkach, mało snu w nocy = odsypianie w dzień.
No to napiszę Wam trochę jak to było. CC odbyła się planowo - 1 lutego. Poszłam pierwsza pod nóż, jeszcze przed obchodem. Zestresowana byłam jak nie wiem, ale w sumie teraz się z tego śmieję, bo nie wiem czemu. Sama cesarka to niezłe przeżycie. Adrenaliny co niemiara

Śmiałam się, że od momentu wejścia na salę operacyjną najbardziej zabolało mnie... kiedy anestezjolog dotknął moich pleców żeby poszukać miejsca do wkłucia. Nie uprzedził mnie po prostu, że mnie dotknie a ja myślałam, że się już wkłuwa i skoczyłam na tym stole przerażona

on zaczął mnie przepraszać i od tego momentu mówił mi wszystko co będzie robił i już było spoko. Nawet nie zauważyłam przez tą akcję kiedy mój gin wszedł na salę i jak się z nim przywitałam później to się śmiał, że on już się ze mną witał, tylko że wtedy akurat byłam przerażona znieczuleniem

Podczas samej operacji nie czułam nic kompletnie. Jak wyciągnęli chłopaków to słyszałam najpiękniejszy dźwięk na świecie - ich płacz, jeden przez drugiego. Myślałam, że sama będę płakać, bo tak wyczekani i w ogóle, ale adrenalina tylko pozwoliła mi się cieszyć

Mogłam ich dotknąć na chwilę zanim ich zabrali. Ale za drzwiami czekał już mój mąż i on był a nimi cały czas. Okazało się, że Piotruś miał problemy z oddychaniem po pewnym czasie i dlatego trafili do otwartego inkubatora, ale po godzinie oddech mu się wyrównał i jednak nie trzeba było go podłączać do żadnej aparatury.
Chłopaki to istne aniołki, nakarmieni i przewinięci śpią ile wlezie

Choć ostatnimi dniami coraz częściej po jedzonku sen zastępuje im rozglądanie się

a ja się na nich napatrzeć nie umiem. Normalnie zakochałam się. Mój mąż też oszalał na ich punkcie.
W szpitalu lekarka określiła ich rozwój na 35 tc (??) choć był to 38 tc... nie wiem czy mam się martwić czy co... więc mają wpisane, że są wcześniakami... no i mamy biegania po lekarzach. Na początku trzymała się ich żółtaczka i nie chcieli zbytnio jeść, ale jak tylko wróciliśmy do domu wszystko się unormowało. Dawid jest mniejszy i mniej je no i niestety czasem nam wymiotuje, ale lekarze mówią, że póki przybiera na wadze jest ok. A przybierają ładnie. Teraz już mają 2800 i 3400 (przy wypisie 2200 i 2900).
Eevlee - szpital zdecydowanie polecam. personel rewelacyjny, położne "do rany przyłóż". Śmiały się ze mnie bo kazały mi dzwonić jak tylko zacznę odczuwać ból w okolicach rany (w dniu cc), no więc dzwoniłam, przychodziły, dawały mi środki przeciwbólowe, a ja spałam jak suseł

mam tylko jakieś przebłyski z tego dnia, że mąż przychodził co chwila od chłopaków i mi o nich opowiadał, że byli moi rodzice, ale wszystko na zasadzie krótkiego urywającego się filmu

późnym wieczorem przyszła do mnie jedna położna i powiedziała, że jak chcę to mogę spróbować wstać. Wstałam, w głowie miałam helikopter, ale nawet usiadłam na krześle, ubrałam się (z jej pomocą) a następnego dnia o 5 rano wyjęła mi cewnik, poszłam pod prysznic i poszurałam na oddział po moich synów :-) tylko potem słyszałam od nich, że super że już chodzę i mam chodzić jak najwięcej będę w stanie. Przywiozlam sobie chłopaków na salę i... nie wiedziałam co z nimi zrobić

na szczęście spali sobie smacznie, więc nie było problemu.
Co do wagi, został mi jeden kg na plusie (a w ciąży przybrałam do samego końca 20) - nie odchudzam się, po prostu z dnia na dzień spadam na wadze. Także się nie przejmujcie, roboty przy dwójce jest tyle, że ciągle będziecie w ruchu a ja do tego nie mam zbytnio apetytu - nie to co w ciąży.
Karmię sposobem mieszanym - gdyby nie laktatory z medeli (w szpitalu mieli i można było korzystać a w domu też mam) to pewnie byłaby butla tylko. Co prawda moje mleko dostają z butelki ale to dłuższa historia.
tyle chyba na razie

dobrego dnia
