Wszystkim rozpakowanym mamusiom WIELKIE GRATULACJE!!!!!!
Tigla - no ten koszt szczepień też analizowałam, rozwalający... Ale w sanepidowskich tj. darmowych szczepionkach podobno krztusieć wywołuje często powikłania. Mnie np. pediatra przed tym szczepieniem ostrzegała,m ale też zaznaczała, że szczepionki skojarzone to znowu koszt jak nie wiem co...
pa_lina - ja rodziłam na Ujastku i wg mnie to tylko Ujastek albo Kopernika ze względu na oddziały neonatologii i intensywną terapię dla noworodków. Jak najbardziej mogę się podzielić informacjami i wrażeniami. Najlepiej napisz na priv, co cię nurtuje i jak tylko dzieciaczki mi pozwolą to odpiszę.
Jeśli można tak powiedzieć to nareszcie trochę "zeszło ze mnie powietrze" tzn. te wszystkie emocje, niepokój związany z pierwszymi dniami opieki i karmienia. Dzisiaj w nocy nawet udało nam się trochę odespać, hahaha. Staram się karmić piersią, ale mam za mało pokarmu dla obu, więc dokarmiamy. Widzę, że z dnia na dzień go przybywa. Najgorzej jest w nocy, bo wtedy ogromnie nie chce mi się ich przystawiać do piersi i muszę walczyć z własnym lenistwem. A nie chce mi się dlatego, że oni ciągle się tego uczą i nie zawsze chcą ssać. Dobrze że wreszcie załapały w ogóle jak ssać butelkę, wcześniej nawet z tym było problem. Szczególnie w nocy jest tak, że przystawią się na 5-10 min i potem zasypiają i trzeba je wybudzać, kombinować, pod brodą, za nóżkę, po pleckach smyrać a oni śpią... to znowu im się ulewa, no i znowu starać się przystawić, żeby wyssały też to pożywniejsze mleczko, które nie leci na początku, no i żeby nie obudziły się od razu za 5min głodne...A wczoraj w nocy to w ogóle usnęłam z Andrzejem przy piersi i jak się ocknęłam to on też spał i nie mam pojęcia ile zjadł. W dzień idzie jakoś lepiej, łatwiej je dobudzić przy karmieniu. Staram się karmić co 2-max 3h, wybudzam, bo przeważnie są w "letargu", ale w sumie i tak faszeruję ich przy każdej sposobności, żeby nabierały wagi. Tak mi nagadali w tym szpitalu, jakiś taki psychopatyczny pediatra tam był, że do dzisiaj mam traumę, że zagłodzę dzieci. A tak na poważnie, to przecież kiedyś nie było "butli" i jakoś się dzieci dało wykarmić, a teraz to pediatra w szpitalu mi mówi, że "piersi to mam wcale nie liczyć i karmić butelką", no wkurzające. Tak więc czytam sobie książki o karmieniu piersią, tudzież karmieniu bliźniąt piersią i dokarmianiu butelką i powoli powoli łapię rytm. Oby się mleczko rozkręciło!
a i jeszcze jedno, ja laktatorem ręcznym nie byłam w stanie nic odciągnąć, może 2 kropelki, moje twrde i obolałe piersi uratowała medela electric