reklama

Ciąża po 40

Przede wszystkim gratulacje 7 miesiaca :-))))

A co do wanienki to my kapalismy Mie ze 2 tyg w wanience, pozniej od razu w wannie duzej bo po co wlewac do malej, wylewac itd jak to samo mozna w duzej robic? dziecko ma wiecej miejsca, mozna szalec itd. Mia juz w wannie siedzi, od dawna obraca sie czyli probuje pelcac w wannie, lezac na plecach tak szaleje, ze cala lazienka jest mokra :) takze ja sensu wanienki nie widze bo tylko granicza pole manewru dziecku i Tobie tez bo masz mniej miejsca do mycia.
 
reklama
Dzięki :-) niesamowicie szybko zleciało te siedem miesięcy :-)
U nas głównie kąpie Paweł, ja kąpałam może z pięć razy, skoro jemu było wygodnie kąpać w małej wanience to ja się nie wtrącam ;-)
 
witajcie

Flo - ja przeciwnie jak Ty, położyłam się spać o 4-tej,

Ollena - dokładnie jest tak jak Andzike Ci napisała, nie patrz na wagę, tylko patrz na figurę (np. czy sie mieścisz w mniejsze ciuchy), bo waga bedzie Ci rosła.
Mięśnie są cięższe niz tłuszczyk i mimo, że będziesz gubiła ciałko tu i tam, to waga Ci wzrośnie. Bez przesady nie az tyle w 2 dni. Pewnie wiecej wody sie w organizmie zatrzymało, albo ważyłaś sie przed skorzystaniem z toalety...

Zoyka - wszystkiego naj, naj, naj..... lepszego!!!!!! Witaj w "okrągłym" gronie.

Andzike - gratulacje dla 7-miesięczniaka!!!!
 
Andzike -gratulujemy równych 7 miesięcy! Ja tam głosuję za środkowym palcem, do dłubania wskazujący lepszy ;)

Wczoraj tu były dyskusje na temat optymalnej temperatury w sypialni - tyle Wam powiem, że z mojego punktu widzenia temat staje się drażliwy. Piec nadal zepsuty, trzeba go co chwilę latać resetować ( od czego podobno jakaś część za 800 zł może się zepsuć bezpowrotnie). Było dwóch różnych panów, każdy postawił inną diagnozę, żaden ie pomógł. Teraz czekam na facetów z gazowni i zaraz mnie trafi - o 8 rano zapowiedzieli, że "będą do 2 godzin" poszturchani telefonicznie chwilę po 11 - że do południa na pewno, a jakby nie przyjechali do pierwszej to zadzwonić i im przypomnieć. Wrrrr.

A, inspirującą noc dziś miałam:
Ten kawałek podłogi
Odległość, którą można przebyć jednym porządnym krokiem. Albo dwoma , jeśli skradać się na palcach, starając się uniknąć skrzypiącej deski w podłodze. Ten kawałek podłogi jest areną dramatycznych przeżyć, które rozgrywają się na nim prawie każdej nocy. Wiem, jak czuje się włamywacz, którego ciche skradanie przerywa nagle wycie alarmu. Wiem, jak czuje się człowiek, przekradający się nielegalnie przez zieloną granicę ku upragnionej krainie marzeń, gdy nagle, tuż przed osiągnięciem celu słyszy STAĆ!, widzi wycelowaną w siebie broń, złapany w potrzask oślepiającego światła reflektorów nie może się ruszyć, wilczur tarmosi go za nogawkę, skądś nadlatują helikoptery. Wiem, bo przeżywam to co noc. Najpierw pojawiam się na moim kawałku podłogi niosąc w ramionach słodko śpiące niemowlę. Idę ostrożnie, staram się żeby moje ruchy były miękkie i płynne. Czujnie stawiam stopy, unikając ruchomych piasków ( no, piesków) bagien ( uwaga, nie wdepnąć w szklankę z herbatą, gdzieś tu stoi) i zimnej, śliskiej, trzeszczącej paczki mokrych chusteczek. Docieram do dziecięcego łóżeczka .Miękkim, kołyszącym ruchem opuszczam dziecko na materacyk. Śpi. Otulam kołderką. Śpi. Chwilę jeszcze stoję nad łóżeczkiem, słucham spokojnego równego oddechu. Odwracam się. Przede mną jest ten kawałek podłogi. A dalej – materac, poduszka, kołdra, mąż, kot, dwa psy. Można to nazwać łóżkiem. Pierwszy krok…psiakrew, cholerna deska jednak zaskrzypiała…Zastygam. Stoję na palcach jednej nogi, druga uniesiona w powietrzu, wargi zagryzione w przerażeniu, oczy wytrzeszczone, bezdech. Mijają sekundy. Nic się nie dzieje. Robię drugi krok. Nadal panuje cisza. Już jestem w łóżku. Poprawiam poduszkę, naciągam kołdrę na głowę, układam się wygodnie. I wtedy z łóżeczka dziecka dobiega głośne EEEEE! Siadam. Czekam. Będzie ciąg dalszy? Cisza. Mija pół minuty, minuta… Kładę się, naciągam na siebie kołdrę. W łóżeczku coś skrzypi cicho. Nawet nie patrzę w tamtą stronę. Zamykam oczy. Spaaać…spać…śpię. Nie, zaraz, nie śpię jednak .To nie jest sen! To jak najbardziej rzeczywista rzeczywistość. Moje dziecko stoi w łóżeczku, trzyma się barierki i woła „mama, mama!” Wstaję. Przemierzam ten kawałek podłogi. Odczepiam małe łapki wczepione w barierkę. Kładę maleństwo, otulam kołderką. Wykonuję bardzo głęboki skłon ( jaki to był dobry pomysł z tym chodzeniem na jogę!), przewieszona przez barierkę łóżeczka przytulam dziecko i tkwię w skłonie, głową na dół. Dziecko trze oczy i wydaje senne pomruki. Powoli się prostuję. Sekunda doskonałej ciszy. Dwie sekundy. I EEEEE! Zwisam z powrotem. Przytulam, gładzę po łebku. O, chyba usnął. Prostuję się z trudem – joga jogą, ale człowiek nie nietoperz, żeby spędzać noce w zwisie głową na dół. Bolą mnie krzyże, ale nic to, zaraz się położę i odpocznę. Robię pierwszy krok przez ten kawałek podłogi. Drugiego już nie, bo z łóżeczka rozlega się przenikliwe AAAAA!!!!! Tak, alarm się włączył, tak, zostałam przyłapana na niecnej próbie porzucenia maleństwa. I kolejny skłon, buziak, kołderka, głaskanie. Marzną mi stopy. Zimno mi w ogóle. I muszę do łazienki…O rany, no śpij , śpij, ja naprawdę muuuuszę. Usnął! Biegnę do łazienki, szybko, zanim się posikam na ten kawałek podłogi. W domu panuje błoga cisza. Wracam do sypialni – cisza. Zakradam się do łóżka, zmarznięta na kość marzę o wpełznięciu pod kołdrę. Układam się wygodnie. Zamykam oczy. Cisza. A ja nie mogę spać. Nie mogę, bo czekam. Na ten ryk, wrzask, płacz. Albo na wołanie „mama”! Albo, co gorsza na skrzypienie i chrobotanie, które świadczy o tym, że dziecko knuje coś cichcem. Nie, tak nie można. Muszę wyluzować i trochę się przespać. Głęboki wdech…wydech…wdech…wyobraź sobie jakieś miłe, spokojne miejsce. Na przykład plażę. Jest taki cudowny, słoneczny dzień. Leżysz na miękkim białym piaseczku, patrzysz na bezkresne lazurowe morze, czujesz spokój, jesteś zrelaksowana, odpoczywasz. Patrzysz na fale i słuchasz szumu morza…Mewy? To mewy tak skrzeczą? AAAAA!!!! AAAAAA!!!!! Zrywam się, znów ten kawałek podłogi – tym razem kapituluję, wracam do łóżka ale biorę ze sobą dziecko. Dziecko, które choć nie jest głodne zaraz wpije się w mój biedny cyc, bo taką ma fantazję, że z cycem w paszczy śpi się fajnie. To oznacza, że ja raczej nie pośpię, bo paszcza wyposażona jest w dwa okropnie ostre zęby. Ale przynajmniej się zawinę w kołdrę i nie będę marzła. No i będę w pozycji leżącej, a nie w skłono – zwisie. No i nie będę znowu musiała leźć przez ten kawałek podłogi. Ten kawałek, na którym wydeptałam kilometry, chociaż on może i metra nie ma. Ten kawałek, na którym tyle razy w ciągu jednej nocy nadzieja rodzi się i umiera. Ten kawałek podłogi, który widział mnie w tylu rolach, choć ze zwykłych desek jest, i z deskami sceny nic wspólnego nie ma. Ten kawałek podłogi. Przeczłapywany lub przeskakiwany, przepełzany lub brany wdzięcznym susem, przebiegany na palcach, przemaszerowywany ciężkim krokiem. Z dziecięciem na rękach i z pustymi rękami, ze smoczkiem w dłoni i z obłędem w oczach, z butelką kaszki, ze szklanką po herbacie, z czułym uśmiechem, z podkrążonymi oczami, z chichotem i ze szlochem, z imieniem synka na ustach albo i z soczystym przekleństwem, z kupą i z pluszowym misiem, z drapiącym kotem i miękkim kocykiem. Na tym kawałku podłogi byłam kochającą mamusią i matką wyrodną, byłam pełna sił i zdolna góry przenosić i byłam wyżętą ścierką, byłam uosobieniem euforii i ucieleśnieniem czarnej rozpaczy, byłam wszechmogąca i bezradna. Na tym kawałku podłogi pewnie kiedyś padnę trupem.
 
Sto lat sto lat Zoyka(Beatko) bo 4 z balonem to wiek w którym wszystko co najlepsze się zaczyna czego Ci z całego serca życzę .Kacperku no tak małe dzieci w nosie nie dłubają ale jak się jest małym joginem (Pewnie od Ciotki Flo podłapałeś) to można i dużym palcem do małej dziurki celować.Buziaczki z okazji 7 miesiąca .Ollena ja też obecnie mam małą wanienkę w dużej wannie jednak do małej wanienki nalewa się mniej wody(ona też kosztuje:wściekła/y::-()Mam stojak który czas odsprzedać bo wolę ją w dużej wannie w małej wanience niż na stojaku bo by mi zwiać mogła chcieć:tak:Noc marna dzień koszmarny dalej ząbkuje na razie ino tą jedną dolną prawą jedynkę posiadamy i koszmar wróżki żebuszki ciągle przeżywamy:angry:.Misia ja wiem ,że zapalenie spojówek chłopcy przywlekli z przedszkola i trzeba było to zakraplać w dzień ,a na noc dawać maść .Ale nie wiem czy to samo masz u Kubali?Majuska ząbkowanie to zło łączę się w bólu.Co u naszych cioteczk Kłaczka i Anki tej od D:-DTakam ciekawa:tak:Marzenko gdzie Ty?
 
A u nas spokoj... Rajmund wywiozl Roberta na fuche (dorywcza ale zawsze), nas wywiozl w miasto na male zakupki i od razu zeby Anka polookala po miescie. Przy okazji pokazalismy Ani most jaki ma do dyzpozycji... Odgrazala sie, ze jak nie wypali z odpaleniem wrotej tutaj, to oni sznurek i na most, a my Tabisia i Wandzie dostaniemy w spadku. Nie ma problemu, Tabisia sie sprzeda Chinczykom na szaszlyki, a Wande wychowa na porzadna synowa. :tak: Wiec pokazalismy Ani calkiem gustowny most nad Trentem, tylko musi wybrac chwile, kiedy przyplyw podniesie poziom rzeki zeby bylo porzadnie. Wandziula juz nie ryczy na nasz widok, bywa nawet ze sie smieje. Raczkuje po domu, gada...
 
Kłaczku ,a jakbym już w PL nie dała rady wytrzymać to przygarniesz nas ???? No jakbym zdecydowała się na "most " wychowaj Amelię na porządną synową (Karol Wielki co najwyżej popełni bigamię lub będzie wyznawcą odpowiedniej religii lub odstąpi jedną z narzeczonych jakiemuś fajnemu mało marsowemu gościowi;-))My chcemy fot My chcemy fot i zakąski z Tbrisa:-);-)
 
reklama
Azula, dawaj! Zawsze jeszcze mamy wolny skladzik zwany winda (ze wzgledu na metraz, choc oni to tu uwazaja za sypialnie) i Harry's Potter room. Porzadnych synowych wlasnego chowu nigdy za wiele. :tak:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry