U nas chrzestni też byliby klasyczni, siostra mojego P i mój brat, ale brat nie może za bardzo przyjechać, bo bratowa rodzi w grudniu (gdzieś za miesiąc) i takie długie podróże (bo z Monachium) nie są raczej wskazane. Znaczy może nic by się nie stało, ale gdyby, to nie darowałabym sobie. No i mamy syna mojej kuzynki, chłopak lat około 24, bardzo fajny

Hoduje węże o ptaszniki
Gosiu, ja też czasem płaczę, nie dalej jak przedwczoraj wieczorem, chyba z godzinę mnie trzymało, z tym, że ja na temat: mianowicie mój. Bo jak ja wyglądam (włosy w kucyk, bo nie mam kiedy ułożyć, ubrana w... no prawie cały czas w to samo, bo jeszcze sprzed ciąży to brzuch przeszkadza, ech...), bo sobie nie radzę z malutką - rodzice pomagają trochę. A powinnam wszystko działać (tak mi się wydaje przynajmniej) z palcem w... no wiecie gdzie. Na trzeźwo (czyli jak się nie rozklejam) to ja wiem, że dziecko zajmuje czas i że ja nie muszę wszystkiego. Ale mnie naszło no i złapałam wieczornego doła. Gupia jestem i tyle.
Gosiu, a Ty się nie bój, to już za chwilę i będziesz nam zdawać relację jak to było
Misiu, a chrzestni to ja nie wiem - Kościół jest dość konserwatywny w tych sprawach - a ma być ojciec i matka chrzestni. No chyba, że masz fajnego znajomego księdza i pójdzie Ci na rękę, jeżeli będzie mógł.