Jeny...drugi raz piszę, bo zjadło posta
od rana podczytuę Was, ale nie miałam kiedy napisać, bo najpierw do szkoły leciałam na "odrobienie " wywiadówki ( nawet "jakoś" to moje dziecko wypadło, oceny oczywiście - na prześlizgnięcie- ale ogólnie wychowawczyni ją pochwaliła ), potem spacer z malutką, pranie, prasowanie...no i wreszcie usiadłam na chwilkę....
Marzenko umarłam
, będziecie to wspominać pewnie po latach ze śmiechem:-)
Gosiu a Ty masz w tej swojej walizce jakieś przekąski na dwa dni leżenia w szpitalu po porodzie? Ja sobie wzięłąm biszkopty i takie okrągłe wafle ryżowe, w szpitalu kolacyjka o 17, a potem dopiero śniadanko na drugi dzień o 8, a gdzie cała noc, jak jeszcze do dziecka wstajesz
..ja bym bez tego umarła z głodu, no i koniecznie do porodu woda mineralna w mniejszych butelkach z dziubkiem. No i nie bój się..ja już zapomniałam, że rodziłam
Basiu ale fajna ta mucha, u mnie łóżeczkoteż jest przyozdobione robionymi przez tatusia planszami z czarnymi i białymi figurami, ewidentnie młoda toz zaciekawieniem obserwuje
)))
A odnośnie deprechy, która nas łapie ( bo mnie oczywiście też ) to powiem Wam, że w niedzielę ..tak mimochodem...trafiłam na program w TV o problemach z wodą pitną w Afryce. Cała wioska musi chodzić po wodę 10 km, i to kobiety, często z małymi dziećmi w chustach dżwigają na głowach baniaki z tą wodą do wioski, 4 kursy dziennie, ale ta woda to jest czerpana z takiego bajora błotnego, jak u mnie za blokiem na budowie w koleinach po ciężarówkach...i oni nie mają innej wody , tylko tą, piją, gotują na niej, dają pić małym dzieciom, wszyscy mają notorycznie chore żołądki, sraczkę, dzieci strasznei chorują, umierają ...po prostu horror
......od razu mi przeszła moja deprecha
od rana podczytuę Was, ale nie miałam kiedy napisać, bo najpierw do szkoły leciałam na "odrobienie " wywiadówki ( nawet "jakoś" to moje dziecko wypadło, oceny oczywiście - na prześlizgnięcie- ale ogólnie wychowawczyni ją pochwaliła ), potem spacer z malutką, pranie, prasowanie...no i wreszcie usiadłam na chwilkę....
Marzenko umarłam

, będziecie to wspominać pewnie po latach ze śmiechem:-) Gosiu a Ty masz w tej swojej walizce jakieś przekąski na dwa dni leżenia w szpitalu po porodzie? Ja sobie wzięłąm biszkopty i takie okrągłe wafle ryżowe, w szpitalu kolacyjka o 17, a potem dopiero śniadanko na drugi dzień o 8, a gdzie cała noc, jak jeszcze do dziecka wstajesz
..ja bym bez tego umarła z głodu, no i koniecznie do porodu woda mineralna w mniejszych butelkach z dziubkiem. No i nie bój się..ja już zapomniałam, że rodziłam
Basiu ale fajna ta mucha, u mnie łóżeczkoteż jest przyozdobione robionymi przez tatusia planszami z czarnymi i białymi figurami, ewidentnie młoda toz zaciekawieniem obserwuje
A odnośnie deprechy, która nas łapie ( bo mnie oczywiście też ) to powiem Wam, że w niedzielę ..tak mimochodem...trafiłam na program w TV o problemach z wodą pitną w Afryce. Cała wioska musi chodzić po wodę 10 km, i to kobiety, często z małymi dziećmi w chustach dżwigają na głowach baniaki z tą wodą do wioski, 4 kursy dziennie, ale ta woda to jest czerpana z takiego bajora błotnego, jak u mnie za blokiem na budowie w koleinach po ciężarówkach...i oni nie mają innej wody , tylko tą, piją, gotują na niej, dają pić małym dzieciom, wszyscy mają notorycznie chore żołądki, sraczkę, dzieci strasznei chorują, umierają ...po prostu horror

......od razu mi przeszła moja deprecha
