kłaczek
Fanka BB :)
No, pacz pani... Tu sie nawet nie zajakneli o powiazaniu kotow i toxo, nikt nie kazal kotow na bruk, nie darl ryja i badan nie robil... Inna sprawa ze ja mam badania jeszcze z PL i oba miana ujemne - co za pech - a koty maja sie swietnie spiac na poduszce obok glowy dziecka lub w jego nozkach. Juz sie z reszta mlodemu podobaja futerka.
Ja tez chce fotke Zmijki!! No!
Skojarzenie z fotkami... Mamy tu takich fajnych sasiadow - Barry'ego i Marion - starsi Anglicy, bardzo mili. Zawsze pogadamy, poplotkujemy w moim ograniczonym angielskim, czasem pomoze sie Marion z siata, kiedys Barry mnie opieprzyl za niesienie 4 pintowej butelki mleka ze to w ciazy a dzwigam - ot, mile stosunki sasiedzkie. Kiedy urodzil sie Karol, wpadli do nas z prezentem dla dziecka - kilka drobiazgow typu skarpeteczki, grzechotka, malutki wieszaczek na reczniki... Zaskoczyli nas kompletnie ale jakos tak serdecznie. Ostatnio Marion sie pochwalila ze urodzil im sie wlasnie wnuk, wiec byla okazja do rewanzu - paka pieluch bo to zawsze sie przyda i taka smieszna grzechotka z Disney'a, jaka kupilam z reszta i Karolowi - miekka, z materialu, obrecz z glowa Tygryska. Slodziuchna i urocza. Ano, dorwalam Barry,ego, dalam mu, podziekowal... Wczoraj przyszedl list adresowany "All at No 21". W srodku zdjecie noworodka, takie fajne, w bodziaku z imieniem Austin na klacie i kartka informujaca ze dziekuje bardzo za nader przydatny prezent i obiecuje wykorzystac go slusznie, grzechotka bardzo sie podoba, choc mama mowi ze juz jest troche rozpuszczony itd. Podpisano: Austin. Kurcze, jakie to bylo mile!
Ja tez chce fotke Zmijki!! No!
Skojarzenie z fotkami... Mamy tu takich fajnych sasiadow - Barry'ego i Marion - starsi Anglicy, bardzo mili. Zawsze pogadamy, poplotkujemy w moim ograniczonym angielskim, czasem pomoze sie Marion z siata, kiedys Barry mnie opieprzyl za niesienie 4 pintowej butelki mleka ze to w ciazy a dzwigam - ot, mile stosunki sasiedzkie. Kiedy urodzil sie Karol, wpadli do nas z prezentem dla dziecka - kilka drobiazgow typu skarpeteczki, grzechotka, malutki wieszaczek na reczniki... Zaskoczyli nas kompletnie ale jakos tak serdecznie. Ostatnio Marion sie pochwalila ze urodzil im sie wlasnie wnuk, wiec byla okazja do rewanzu - paka pieluch bo to zawsze sie przyda i taka smieszna grzechotka z Disney'a, jaka kupilam z reszta i Karolowi - miekka, z materialu, obrecz z glowa Tygryska. Slodziuchna i urocza. Ano, dorwalam Barry,ego, dalam mu, podziekowal... Wczoraj przyszedl list adresowany "All at No 21". W srodku zdjecie noworodka, takie fajne, w bodziaku z imieniem Austin na klacie i kartka informujaca ze dziekuje bardzo za nader przydatny prezent i obiecuje wykorzystac go slusznie, grzechotka bardzo sie podoba, choc mama mowi ze juz jest troche rozpuszczony itd. Podpisano: Austin. Kurcze, jakie to bylo mile!
no i chce wiosny...
ech to skleroza związana z wiekiem czy masłem ?
Ma ktoś doświadczenia w tym temacie?