izka widzę, że znowu się zapychasz hihi to dobrze, jedz, ja też chwilę temu zjadłam co nieco bo mi tak jakoś dziwnie, takie mulenie aż czasem dreszcz mnie napada jakby z zimna, choć nie jest mi zimno.. zapcham się na chwilę, do rana wystarczy.
nisiao myślę, że wizyta u gina wskazana, te plamienia coś oznaczają i lepiej to wyjaśnić żeby w przyszłości Ci nie szkodziły. Poza tym jako przodująca tu w dołowaniu i dręczeniu samej siebie zabraniam Ci tak myśleć, że to Twoja wina, że na razie nie zaszłaś, mimo tego co myślisz pewne aspekty Twojego organizmu są niezależne od Twojej woli i nią samą nie wpłyniesz na poprawę zdrowia.. o winie możesz myśleć jeśli wiesz, że coś nie hula ze zdrowiem, ale to olewasz i nie idziesz do lekarza bo kiedyś może samo się naprawi.. dołujesz się czymś od Ciebie niezależnym, ale możesz coś zrobić, możesz iść do lekarza i starać się znaleźć odpowiedzi na pytania co się dzieje i dlaczego?.. ja zaszłam w 9 cyklu starań po #, też się katowałam przez około 7 miesięcy aż psychiatra we wrześniu uświadomił mi, że taki stan psychiczny (problemy w pracy) oraz branie wszystkiego do siebie, na siebie i poczucie winy będzie miało efekt braku ciąży lub szybkiego poronienia, że to nie ma sensu bo organizm jest na maxa tym wyczerpany i mam piękne początki depresji.. ja też co cykl miałam wszystko w plecy, ciągle nic, dwa cykle bezowulacyjne - to też uznałam, że moja wina bo jestem taka beznadziejna, że nie mam własnej owulacji czyli nie jestem pełnowartościową kobietą tylko jakąś pomyłką natury i że nawet po lekach owulacja potrafi nie nastąpić.. doszłam do ściany. psychiatra powiedział mi, że albo przerwa w staraniach i leczenie albo zmiana pracy i starania bo na tym wózku już daleko nie ujadę. zmusiłam się ze wszystkich sił by skończyć z dręczeniem, poczuciem winy i całą resztą tych dołów. powiedziałam sobie, że to nieważne, że inne kobiety zachodzą i rodzą, inne kobiety też ronią, chorują, umierają, że ja w tym wszystkim jestem najważniejsza i moje zdrowie. mąż mnie poparł i pomagał, powtarzał, afirmował, nie poganiał, sam trochę odpuścił.. przestawałam powoli czuć się winna, przestałam mówić do męża 'kochanie przepraszam, że jeszcze nie mamy dzieci, tak bardzo bym chciała..' nie mogłam dłużej dręczyć jego i siebie bo to była ślepa uliczka. po # można starać się 12 miesięcy i to nie jest wielki problem bo organizm i komórki muszą mieć czas i odpowiednie warunki które nie w każdym cyklu panują w organizmie, nie zawsze komórka jajowa czy plemnik jest pełnowartościowa i o ile dbasz o siebie, dietę, swoje zdrowie i partnera to nie jest Twoja wina, nawet jeśli coś z organizmem się dzieje to nie jest to Twoja wina. Idź do gina/ki i wyjaśnij te plamienia, może zleci Ci badania tylko proszę nie dołuj się bo to utrudnia zajście - to powiedział mi nie gin ale psychiatra.. ja też mogłam się dołować i czekać aż coś się kiedyś tam zmieni, będzie jakiś cud i sama z siebie zajdę bez leków, ale nie mogłam tak, chodziłam od lekarza do lekarza bo wiedziałam, że tylko tak coś zmienię..
trzymam kciuki za Twoją ciążę i proszę, żebyś nie brała winy na siebie bo ona nie istnieje.