enya81
Fanka BB :)
Umówiłam się 25.02 na wizytę w Gynomedzie u prof. Malinowskiego. Koszt konsultacji - 300 zł + koszt badań - nawet 6 000 zl + dojazd - 150 zł .Całość leczenia może zamknąć sie nawet w 10 000 zł. Ale jesteśmy na to przygotowani. Nie będzie nowego samochodu i wczasów, będzie za to najważniejsze - dziecko. Jeszcze w to wierzę, słabo ale wierzę. I tylko przyszłość pokaże czy nie rozczaruję sie znowu.
Dzisiaj mam kryzys -dopadła mnie kosmiczna migrena (nie miałam ataku od prawie roku a tu pewnie z nerwów mnie zmogło) i płacz, płacz i jeszcze raz płacz. Wydawało mi sie że zaczyna już pobolewać mnie brzuch, ale nic z tego. Biegam do łazienki, sprawdzam czy już a tu lipa. Modlę sie żeby obyło sie bez zabiegu.
Plenitude rany jak ja Cię rozumiem. Mam wrażenie że wszyscy dookoła mnie zachowują sie jak totalne głupki. Babcia opowiada że tyle śniegu napadało i ciężko jej się po nim chodzi, mama dzwoni do mnie o jakiś szczegóły z pracy bo sobie poradzić nie mogą, mąż dzwoni i mówi żebym nie histeryzowała a jak przyjedzie to pojedziemy do Tatralandii, koleżanka dzwoni i pyta jak podoba mi sie książka którą mi pożyczyła. Oni starają się żyć normalnie, odwrócić moją uwagę a ja zamknęłam sie w skorupie bólu i póki co nie umiem z niej wyjść. Dopóki nie poroniłam boję się wziąć jakiekolwiek tabletki na migrenę. Boję sie pomimo że wiem że ciąża już jest martwa i jej to nie zaszkodzi. Wiem że to minie i wrócę do normalnego życia ale wszystko wymaga czasu. Póki co wiem że nikt mnie nie rozumie, nikt nie wie jak koszmarnie było w szpitalu, jakie to dla mnie było obciążenie. Nikt, absolutnie. Jedna moja przyjaciółka obraziła sie na mnie bo jak zaczęłam jej opowiadać że każdy lekarz miał inne zdanie na temat mojej ciąży (jeszcze jakąś szansę na początku mi dawali) i że są koszmarni jako fachowcy, a ona z tekstem "a czego sie spodziewałaś" to się po prostu rozłączyłam. Nie mogłam tego słuchać. I efekt jest taki że napisała że sie o mnei martwi ale dzwonić nie będzie żeby siebie i mnie nie denerwować. Koleżanki zarzucają mi że sie zmieniłam, ale to chyba naturalne?? Myślę że po czymś takim i tak jestem silna, że daję radę stawić temu sama czoła.
Przepraszam że ja teraz tak tylko o sobie ale jestem na świeżo. To minie i będę Was z chęcią podczytywać.
Dorotka trzymam kciukasy!!!
Dzisiaj mam kryzys -dopadła mnie kosmiczna migrena (nie miałam ataku od prawie roku a tu pewnie z nerwów mnie zmogło) i płacz, płacz i jeszcze raz płacz. Wydawało mi sie że zaczyna już pobolewać mnie brzuch, ale nic z tego. Biegam do łazienki, sprawdzam czy już a tu lipa. Modlę sie żeby obyło sie bez zabiegu.
Plenitude rany jak ja Cię rozumiem. Mam wrażenie że wszyscy dookoła mnie zachowują sie jak totalne głupki. Babcia opowiada że tyle śniegu napadało i ciężko jej się po nim chodzi, mama dzwoni do mnie o jakiś szczegóły z pracy bo sobie poradzić nie mogą, mąż dzwoni i mówi żebym nie histeryzowała a jak przyjedzie to pojedziemy do Tatralandii, koleżanka dzwoni i pyta jak podoba mi sie książka którą mi pożyczyła. Oni starają się żyć normalnie, odwrócić moją uwagę a ja zamknęłam sie w skorupie bólu i póki co nie umiem z niej wyjść. Dopóki nie poroniłam boję się wziąć jakiekolwiek tabletki na migrenę. Boję sie pomimo że wiem że ciąża już jest martwa i jej to nie zaszkodzi. Wiem że to minie i wrócę do normalnego życia ale wszystko wymaga czasu. Póki co wiem że nikt mnie nie rozumie, nikt nie wie jak koszmarnie było w szpitalu, jakie to dla mnie było obciążenie. Nikt, absolutnie. Jedna moja przyjaciółka obraziła sie na mnie bo jak zaczęłam jej opowiadać że każdy lekarz miał inne zdanie na temat mojej ciąży (jeszcze jakąś szansę na początku mi dawali) i że są koszmarni jako fachowcy, a ona z tekstem "a czego sie spodziewałaś" to się po prostu rozłączyłam. Nie mogłam tego słuchać. I efekt jest taki że napisała że sie o mnei martwi ale dzwonić nie będzie żeby siebie i mnie nie denerwować. Koleżanki zarzucają mi że sie zmieniłam, ale to chyba naturalne?? Myślę że po czymś takim i tak jestem silna, że daję radę stawić temu sama czoła.
Przepraszam że ja teraz tak tylko o sobie ale jestem na świeżo. To minie i będę Was z chęcią podczytywać.
Dorotka trzymam kciukasy!!!

