• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

Cześć laseczki wybaczcie ,ale nie doczytałam nie miałam kiedy M ciągle siedzi z laptopem i zgrywa filmy na dysk ,a w międzyczasie pichcę z siostrą mamy babcie w szpitalu wczoraj u niej byliśmy ,ale jest zakaz odwiedzin i musiałyśmy wyjść , dziś mamy w planach iść do apteki , ugotować obiadek , i na kolacyjkę zrobić zapiekankę.
Pozdrawiam Was serdecznie i całuję każdą z osobna i wszystkie razem :*
 
reklama
Enya, wierzę, że się boisz, choć i tak Cię podziwiam!!! Ja nie umiałabym tak czekać, błagałabym moją gin o jak najszybsze łyżeczkowanie, po ostatnim poronieniu, gdy podano mi cytotec NIGY więcej nie chciałabym przez to tak przechodzić i nie chodzi o ból fizyczny, tylko tę świadomość i że ronię do toalety... to był dla mnie wtedy KOSZMAR!! NAPRAWDĘ JESTEŚ SILNA!!! ściskam Cię mocno mocno i wiem, że zostanie Ci ten cały ból wynagorodzony!!


Pleni, Enya rzeczywiście rodzina i niektorzy znajomi czasem nie dają rady udzwignąć z nami tego ciężaru, mój Tato np, jak już byłam w szpitalu podczas ostatniego poronienia, to mówił mi, żebym się zastanowiła nad kolejną ciążą, że może mój organizm mi pokazuje, że ja już nie mogę mieć więcej dzieci, mówił to z troską, ale coś mnie trafiało, bo to ja kurna właśnie roniłam, a musiłam jak zwykle jego pocieszać i jemu wszystko tłumaczyać, dla mojej mamy jakby w ogóle tematu nie było, albo była wrogo nastawiona jak się o niej dowiedziała, bo wg niej powinnam kończyć najlepiej podyplomowe studia i być dobrze zarabiającą niezależną kobietą, tesciowej się buzia nie zamykała jak zwykle, ale jak plecie 3 po 3 to nie zawsze mądrze, także wiadomo.. myślę, że jak teraz zajdę, to rodzinie nie powiem szybko, nie chcę niepotrzebnych komentarzy, spojrzeń itp itd
Wiem, że tak samo mój Tato, Mama i teściowa z resztą rodziny chcą dobrze, martwią się, ale czasem mogliby się po prostu ugryźć w język i dać mi czas, możliwosć popłakania jeśli mam taką potrzebę, polamentowania, po prostu przeżycia tego PO MOJEMU... i tyle...


Do owulki już ok 10 dni, a mnie coraz większe zwątpienie dopada - czy zrobiłam wszytsko, czy zbadałam wszystko, czy na pewno dobrze się czuję, po prostu MASA PYTAŃ takich, na które w zasadzie tylko starania i czas mogą dać mi odpowiedź...


Zrobiłam wczoraj te badania - anty HIV ujemny i VDRL ujemne, Coombs będzie pod koniec tygodnia (pani była zdziwona, że robię go przed ciążą a nie w trakcie), a na p/ciała przeciwplemnikowe ok 6 dni będę czekać, zapłaciłam za nie 70 zł, nie zrobiłam w końcu tych p/ciał łożyskowych - 90zł i w tym laboratorium czeka się na wynik ok 3 tyg.. więc zaryzykowałam i stwierdziłam, że to dla mnie za długo... ehhhh
 
enya jesteś bardzo silną kobietą, wiem jak to jest dowiedzieć się o tym że serduszko twojego kochanego dziecka już nie bije, ale nie wiem jak to jest po raz czwarty :no: ja też bym się bała takiego siedzenia w domu i czekania na najgorsze i bałabym się że właśnie poronię do toalety, nie chciałabym tego nigdy w życiu, ale skoro uważasz że tak lepiej niż zabieg, w sumie jak tam u was w szpitalu nawet na żywca potrafią zrobić to też bym się zastanawiała. Przykro mi bardzo że nie ma teraz twojego męża. U mnie też tak się złożyło że mąż był w Norwegii przez miesiąc od 10 paź do 10 list i jak mi powiedzieli 20 list że rozwój dziecka zatrzymał się na 9 tyg to od razu w duchu podziękowałam Bogu że dobrze że nic wcześniej się nie działo jak nie było męża. On mówił że jakby się wcześniej dowiedział że coś nie tak to rzuca wszystko i przyjeżdża od razu, ale jednak zanim by przyjechał... Także dobrze że był ze mną jak to się stało. Nie wiem dlaczego twój mąż jest mniej empatyczny pod tym względem widocznie inaczej to wszystko przeżywa, ale też pewnie chciałby ci jakoś pomóc. Z drugiej strony jest ojcem dziecka więc to też go dotyka, tylko może jak to facet nie uzewnętrznia się ze swoimi uczuciami.
Wiem też że reakcje otoczenia są dziwne i potrafią denerwować, mnie też wszyscy wkurzali ale za jakiś czas to przeszło. Jak ktoś cię zdenerwuje to zignoruj to, nikt tak nie rozumie jak druga osoba która przez to przeszła. Ty masz prawo teraz do żałoby i tyle.
Również ściskam was wszystkie :-)
 
czarna GRATULACJE :-) dobrze czytać takie wieści :happy2:


Jeśli chodzi o reakcje otoczenia, u mnie też przeważało "nie mówmy o tym", teściowa kiedyś gdy odniosłam się do mojego bycia w ciąży powiedziała "nie wracajmy do tego" a jak właśnie CHCIAŁAM wracać. Teraz też gdy mówię coś co się odnosi do mojej drugiej ciąży to wywołuję popłoch. Mąż mnie pozytywnie zaskoczył, nie spodziewałam się, że będzie umiał mnie tak wesprzeć, a jednak... Najlepiej zachowała się ze znajomych moja koleżanka - sama nie ma dzieci ale potrafiła mnie wysłuchać, nie komentowała w głupi sposób, nie mówiła jak reszta, że urodzę inne dziecko, po prostu BYŁA przy mnie i było to bardzo miłe.
 
Ostatnia edycja:
Czarna - jak dobrze się czyta takie dobre wieści! Kiedy następna wizytacja?

Enya- Najgorsze to czekanie, ale wiesz, że za długo też nie można czekać. Bidulko...

Loi - &&&&&&&& za staranka. Odliczanie trwa !

Neta - testujesz niedługo?

Oj z tą reakcją otoczenia też mogę coś powiedzieć. Dla jednych nie ma tematu - nic się nie stało, inni współczują, patrzą z litościa , ale nic nie mówią , no i nieliczna grupa przy której można wszystko powiedziec, wyryczeć się. Ale wiecie, ja sama nie wiedziałabym jak się zachować. Widząc z perspektywy czasu jak się zachowywałam i jak wyglądałam, nie dziwię się, że znajomi, rodzina bali się ze mną rozmawiać, przychodzić. Bo tak nagle wybuchałam płaczem, a oni co mieli powiedzieć? To bardzo trudna sytuacja dla obu stron. Zawiodła mnie bardzo mama, bo dla niej nie było problemu, nic się nie stało. A to jej potrzebowałam najbardziej. Na pewno też się przejęła, ale nie umiała mi pomóc, może to była jaj reakcja obronna? Nie wiem. Za to wiem, że te dwa straszne przeżycia bardzo scaliły nasz związek, mogłam liczyć na moją Połóweczkę, dzięki niemu mogłam jakoś przeżyć trudny okres i udało się bez psychiatry, psychologa i leków.
 
czarna gratulacje, też trzymałam za chłopczyka.

loi czasem trzeba powiedzieć to otoczeniu i najbliższym, którzy nie wiedzą co zrobić, że chcesz to przeżyć po swojemu i nie chcesz takich czy innych komentarzy.. masz do tego prawo i nikt nie może narzucać Ci co masz robić, mówić czy czuć. słowa Twojego taty wynikają z niewiedzy ale też chęci pomocy, na pewno nie chce żebyś znowu cierpiała, jednak niepłodność (również czasowa) i poronienia nawykowe to jednostki chorobowe, które się leczy. organizm nie pokazuje, że nie powinnaś mieć dzieci bo to czas menopauzy jest od takich pokazów - wtedy organizm przekazuje info, że to koniec płodności. teraz pokazuje, że coś poszło nie tak i albo to jakiś czynnik chorobowy organizmu matki albo problem z rozwojem dziecka, nic więcej. szkoda, że tych przeciwłożyskowych nie zrobiłaś, byłby pełny obraz.

edytko enya woli tak i ja to rozumiem bo ja też tak wybrałam, ona wie, że na 10 łyżeczkowanych kobiet 3 mają zrosty w macicy po tym zabiegu, ma dziewczyna problemy z donoszeniem ciąży, po co jej jeszcze zrosty które utrudniają zagnieżdżanie i wzrost. jeśli nie będzie wyjścia to łyżeczkowanie będzie jednak jest bardzo silna i chce spróbować sama. ja to rozumiem, decyzja należy do niej samej. to co ja poroniłam zostało w szpitalu na izbie przyjęć w sterylnym pojemniczku na podłodze bo tam mi kazali postawić. niestety nie będę mieć nigdy pewności czy wylądowało w śmieciach, toalecie czy trafiło do jakiejś spalarni.

podjęliśmy z mężem decyzję, że nie pójdę jutro do starego gina, odwołałam dziś jutrzejszą wizytę.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry