• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

Mam pytanie. jestem w trakcie dni płodnych,a wizyte mam we wtorek. jeśłi by w tym tygodniu doszło do zapłodnienia to czy gin we wtorek moze stwierdzić,że mogło dojsć do zapłodnienia. Zarodka nie będzie widać napewno,ale np po spulchnieniu macicy czy coś w tym stylu??
 
reklama
czarna gratulacje chłopczyka :) :)
pleni ja nie neguje wyboru enyi wiem że to jest jej decyzja i tylko jej, nie ważne dlaczego, tylko piszę że są różne aspekty takiego wyboru i ja też bałabym się będąc na jej miejscu, ja po łyżeczkowaniu odebrałam ciało dziecka i pochowałam je na cmentarzu bo tak chciałam i daj Boże aby się to nie powtórzyło ani mi ani nikomu innemu
a jeszcze tak co do reakcji innych to np mój tata dał mi znać że mi współczuje i nie prawił jakichś dziwnych kazań, ale bolało mnie jak diabli że zaraz po tym imprezował, pił, bawił się, zero żałoby, a przecież był dla Anielki dziadkiem... odczułam to tak jakby moje dziecko nie liczyło się dla niego i nie okazał mu szacunku, ale to jest mój tata, już go nie zmienię i mu tego nie wytłumaczę
 
edytko to właśnie podkreśliłam, że każda kobieta robi tak jak uważa, że będzie dla niej najlepiej. niektóre kobiety nie odbierają ciała dziecka bo nie mają na to sił, mają swoje powody. to wszystko miałam na myśli. dla enyi to któreś z rzędu poronienie (oby ostatnie) i być może podchodzi do tego już trochę inaczej, rozumiem każdy jej wybór i spokojnie, nie twierdzę, że to negujesz, chciałam tylko udzielić jej swego poparcia cokolwiek wybrała.

ja nie chciałam niczego od nikogo poza zostawieniem mnie w spokoju. nie chciałam słuchać współczucia ani rozmawiać na ten temat, nie wymagałam od otoczenia niczego poza świętym spokojem i byłam zadowolona z faktu, że wszyscy udawali, że nic się nie stało.
 
ja nie chciałam niczego od nikogo poza zostawieniem mnie w spokoju. nie chciałam słuchać współczucia ani rozmawiać na ten temat, nie wymagałam od otoczenia niczego poza świętym spokojem i byłam zadowolona z faktu, że wszyscy udawali, że nic się nie stało.[/QUOTE]

pleni , miałm tak samo
 
Czarna - gratuluję chłopca :) cieszę się ,że wszystko ok niezmiernie kiedy następna wizyta ???

Ja co do zrozumienia to miałam je u mamy i mojej cioci bo mój tata uważał ,że poronienie to jak zwykły okres i ,że on nie rozumie czemu ja to tak przeżywam :szok: no i co najbardziej mnie zabolało to to ,że zaraz po poronieniu miało być wesele jego chrześniaka i ja nie chciałam iść i się bawić po czymś takim i mój tata się na mnie obraził za to ,że nie poszłam ,a sami z mamą poszli i się świetnie bawili ja nie wymagałam od nich żeby przezywali to tak jak ja ,ale mogli powstrzymać się od zachwycania się weselem jak to się fajnie bawili...smutno mi było wtedy bardzo ,ale ludzie są różni i jedna osoba Cię zrozumie ,a druga nie , moja teściowa udawała właśnie ,że nic się nie stało ,a ja tak czekałam na jakiś telefon czy coś z ciepłym słowem z pytaniem jak się czujesz chociażby a tu nic kompletnie cisza tylko powiedziała ,żebyśmy się nie spieszyli z następnym dzieckiem.
 
Cytomegalia nie jest przyczyną poronień nawykowych - to prawda. Jesteś jednak pewna że to ona była powodem któregoś Twojego poronienia?. Robiłaś wtedy badania?? Jesli nie to może zrób cytomegalię IGg - wtedy bedziesz wiedzieć czy przechorowałaś i masz przeciwciała.

W czwartek jadę na "kontrolę" i będziemy myśleć. Zwolnienie mam tylko do 08.02 i mam nadzieję że do tego czasu sie zacznie bo będzie kiepsko:( Boję się iść do pracy i dostać w pracy bóli i krwotoku bo nikt mi nie powie jak akurat teraz to będzie przebiegało. W sumie boję się tego co mnie czeka.

Ale co mi da wiedza, że nie chorowałam, jeśli wyniki wyjdą negatywne? przecież nie można się zaszczepić, ani w żaden sposób zapobiec chorobie później? czy można...?

Gdyby, nie daj Boże, się nic nie zadziało to chyba możesz dostać kolejne zwolnienie, żeby nie ryzykować # po powrocie do pracy....
 
OneMoreTime nigdy nie wiesz czy nie dopadnie Cię cytomegalia. Jeśli IGg wyjdzie wysokie to chociaż masz gwarancję że już nie zachorujesz. Ja np. nie chorowałam i nie było to przyczyną moich poronień.

Czarna bardzo bardzo się cieszę i gratuluję!!!. Pamiętam jak zaszłaś w ciążę a tu już wiadomo że chłopczyk.

Nieważne jaką drogę wybiorę - żadna nie będzie dobra. Boję się tego co piszecie, myślę o tym nieustannie ale z drugiej strony tak jak Pleni pisze boję się mieć kolejny raz łyżeczkowanie, ja miałam po nim jeszcze większe bóle niż po samym Cythotecu. Jutro mam nadzieję że zrobią mi jeszcze jedno USG, obawiam się że znowu wyląduję na dłużej w szpitalu i będę musiała podjąć jednak decyzję o podaniu leków. Nikogo przy mnie nie będzie tak jak ostatnio i to mnie przeraża. Ten ból wśród obcych ludzi, płacz.....poczucie winy (do tej pory nie pozbyłam sie poczucia winy po poprzednim zabiegu). Boję się poronić w szpitalu w tej obskurnej łazience. Nie mam siły na pogrzeb, tak jak mówię jestem z tym sama a mam pod opieką moją córkę. Ma nadzieję że Bóg mi wybaczy że jestem taka słaba. Ale nie mam siły...Inna sprawa że i tak muszę mieć podaną immunoglobulinę a bez pobytu w szpitalu nie da rady. Boje sie że po zabiegu znowu moje w miarę regularne cykle staną się nieregularne albo mega długie zmniejszając moje szanse na ciążę po leczeniu u profesora (mój mąż przyjeżdżając może znowu nie trafiać w owulkę).
Nie mogę być też dłużej na zwolnieniu, nie zamknęłyśmy jeszcze grudnia a mam kupę spraw które muszę do grudnia zrobić i nikt inny tego nie zrobi. Koleżanka która mnie zastępuje nie wyrabia się. Gdybym planowała to co się stało to co innego a ja poszłam na zwolnienie nagle i nie przygotowałam do tego ani siebie ani jej.
 
Ostatnia edycja:
reklama
Przepraszam, że uczestniczę w życiu forum tak tylko z doskoku. Czytam regularnie, ale jakoś tak nie bardzo wiem co mogłabym powiedzieć.

Czarna gratulacje, super wieści :-D.

Ja osobiście nie dziwie się decyzji Enyi odnośnie odmowy zabiegu, ale z zupełnie innego powodu niż ryzyko zrostów. Raz byłam łyżeczkowana z resztek, po poronieniu, gdy miałam pewność, że nie ma już we mnie mojego Maleństwa. Jestem pewna, że gdybym zdecydowała się na łyżeczkowanie wcześniej przeżyłabym to o wiele gorzej. W chwili zabiegu przed "szaleństwem" ochroniła mnie myśl, że zrobiłam wszystko, aby uratować ciążę. Jeśli miałabym robiony zabieg kilka dni wcześniej - prędzej czy później zaczęłabym się obwiniać, że może jednak popełniłam błąd, że może jednak trzeba było dać jeszcze dziecku kilka dni. Kiedy poronienie odbywa się naturalnie kobieta jakoś lepiej znosi je psychicznie - przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

A ja nie wytrzymałam. Przeniosłam wizytę z 4.2 na dziś. Okazało się, że z maleństwem wszystko w porządku. Ma 6 mm i bijące serduszko. Cieszę się, jak głuptasek. Pęcherzyk wygląda niepokojąco (jest spłaszczony), ale Pani doktor kazała się nie przejmować, że to o niczym złym nie świadczy - najważniejsze, że jest żywy zarodek. Ufff...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry