jestem dziewczynki, wczoraj wróciłam po 23 i padłam na pyszczek, bardzo męczyły mnie wczoraj skurcze z kłuciem, mówiłam ginowi, kazał leżakować i oddychać, ewentualnie czasem coś zjeść

bo to już taki czas, że na maxa się oszczędzać. waga wyszła ginowi jeszcze mniejsza niż ostatnio 2600 ale jak sam stwierdził nie mógł zmierzyć główki, mała tak się ułożyła, że próbował kilka razy i tylko takie poglądowe zrobił bo dokładne wykluczone, powiedział mi, że nie wytrzymam nacisku głowicy żeby cokolwiek dokładniej zmierzyć tak się ułożyła. niewiele widział, wypięła się prawym bokiem pod kątem do góry i miała gdzieś pomiary. gin tylko to co mógł to sprawdził i dał za wygraną z tym uparciuchem. na ktg było podobnie, szalała mi wczoraj cały dzień w brzuchu, nie drzemała za długo po południu tylko ciągle uwskuteczniała jakieś wygibasy, jeszcze w szkole rodzenia brzuch mi falował a na ktg 3 ruchy i drzemka.. wstałam z leżanki i czekałam pod gabinetem to mąż zanosił się od śmiechu co zaczęła w brzuchu odstawiać, latał jak galareta, powiedziałam ginowi, że na leżance 3 ruchy a 5 min później poprzestawiała mi wnętrzności.. oj rośnie mi uparte złośliwczątko


termin cc gin zaproponował 29-31,07 ale, że mam w piątek podejść do szpitala na wymaz GBS bo mu w gabinecie zabrakło patyczków do pobierania to może zaproponuję 01,08 - jeszcze się z mężem zastanowimy, ale przyjechałam do domu spanikowana i przestraszona - że to tak realny termin, że niedługo


ale przespałam sie z tym i jakoś następuje już proces akceptacji, adaptacji..