• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

Ale się uśmiałam dziewczyny... inkubator, narośl przy piersiach... haha no padłam. Śmieszne to, ale ile w tym smutnej prawdy. U mnie chyba zaczynają się pierwsze mdłości, wczoraj wieczorem obiad ni stąd ni z owąd postanowił przemieścić się do kibelka, a dziś rano miałam żyganko bez żyganka... tj wiszenie nad kibelkiem z wiadomym odruchem, ale bez wydalenia zawartości :baffled:

Sprawiłam sobie dziś suwaczek...Chciałam wstawić go dopiero po wizycie. Nie chciałam wstawiać wcześniej żeby "nie zapeszyć". Już od kilku dni w sumie o tym myślałam, nawet kilka prób było i kończyło się na nie przekopiowaniu linka do sygnaturki... i nie zapisaniu
embarrassed.gif.pagespeed.ce.U2gs3C4iui.gif
ale dziś zdecydowałam się wstawić i nie czekać... bo dziś pomyślałam w drugą stronę... że zachowuję się, jakbym kompletnie nie wierzyła w fasolkę... a ja wierzę, wierzę że tym razem wszystko się uda i zrobiłam suwaczek. Nie wiem... może żeby nie zapeszyć w drugą stronę? Że za mało wierzyłam, że uważałam że nie przetrwa? Głupi tok myślenia... wiem. W każdym bądź razie suwaczek powstał.

Loi to jutro czekamy na wieści z porodówki :-D
 
reklama
Karola u mojej siostry ok, prawdopodobnie też będzie miała dziewczynkę :) Moja mama podeszła super do sprawy, ale innej reakcji się nie spodziewałam. Tata dosyć szybko się z tym uporał i też już problemu nie ma. Ona ma już 21 lat, więc to też sporo zmienia. Jakoś wszyscy to przegryźli i czekają na dzieci - najpierw na moje, potem na jej. Facet, z którym zaszła jednak wziął się w garść, nawet ślub jej proponuje, ale ona nie chce. Bo 1,5 roku spotykania weekendowego i dziecko w drodze, to nie powód, żeby od razu brać ślub, więc chce z nim i z dzieckiem zamieszkać w 2 połowie ciąży i wtedy podjąć decyzję.
 
Hona, moje koleżanki dzieciate zachwalają w takich sytuacjach nebulizator. Ja nie mam doświadczenia, więc tylko powtarzam jak papuga.

Tekla, suwaczkiem się nie zapeszy ani w tę, ani wewtę. Natomiast na pewno nam wszystkim ułatwi życie ;) i komunikację bo będziemy na bieżąco wiedziały, na jakim jesteś etapie. No i w ogóle miło widzieć suwaczki!

A ja będę teraz ględzić, jęczeć i marudzić i na dodatek jeszcze użalać się nad sobą. Do dupy ta cała dieta cukrzycowa. Kompletnie sobie z nią nie mogę poradzić. Głównie chodzi o pilnowanie godzin. To nierealne.

- Nierealny jest ten pierwszy posiłek o 7 czy 8 na przykład. Ja często tak po prostu nie wstaję. Kładę się późno a potem mam mega ciężką noc i zasypiam dopiero gdzieś nad ranem, to są moje jedyne godziny snu jakie łapię. Przecież ich sobie nie zabiorę.
- Do dupy jest ten posiłek w okolicach 22. U mnie się robi jeszcze później, bo o 22 to ja pracę kończę. A potem to, że mam coś w żołądku sprawia, że jeszcze trudniej mi spać.
- Jak jestem w pracy, też nie jestem w stanie upilnować godzin. To niemożliwe. Najmniejsza odległość między posiłkami, jaką fizycznie jestem w stanie sobie zapewnić, to 4,5 godziny. A jeśli będę miała mierzyć cukier glukometrem to w tym momencie znowu nierealne.
- Wczoraj miałam dzień wolny i mimo wszystko poległam. Jeszcze jak jechałam do koleżanki to zapakowałam ze sobą żarcie. Ale po południu się znowu zrobił zonk. Miałam jechać do szkoły rodzenia i wyliczyłam sobie, że zjem przed wyjściem i potem po powrocie i wprawdzie może nie będzie idealnie, ale ujdzie. Niestety jak się ogarniałam do zjedzenia czegoś, okazało się, że muszę wychodzić już i natychmiast, bo pół miasta zaraz będzie zablokowane przez rowerzystów i się nie przebiję (a ogólnie mam daleko bardzo). W efekcie zrobiła mi się przerwa między posiłkami 6 godzin i myślałam, że wykorkuję z głodu. A na szkołę rodzenia czekałam w poczekalni z automatem z najróżnymi świńskimi słodyczami i co chwila tylko obserwowałam, jak któraś ciężarna sobie zakupuje i się zajada. W ogóle jeśli chodzi o głód, jestem ciągle głodna. Non stop. W ogóle się takimi porcyjkami nie najadam, większych jeść nie będę bo to już będzie dużo za duży bilans kaloryczny w ciągu dnia (a i pewnie tego całego cukru za dużo naraz), ciągle mnie ssie w żołądku i domyślam się, że trochę to też spowodowane jest tym, że myślę o jedzeniu.

A jak już dostanę glukometr to w ogóle nie ogarnę sprawy... Nie nadaję się do tego.

W dodatku to wszystko wpędza mnie w jakieś mega niskie poczucie własnej wartości, bo nie radzę sobie z tak prostą rzeczą. Wszyscy sobie radzą i wszyscy mówią, że to luzik, że to żaden problem, żaden wyrok itp. tylko ja mam wiecznie jakiś kosmiczny problem. I wiecie, jak się w związku z tym czuję? Niepełnowartościowa. Jakaś wybrakowana po prostu.
 
PrZePRASZAM ŻE JA TAK O SOBIE,jestem zalamana szukam kurtki na siebie zmowej,naprawde nic nie moge znaleźć nic.poszlam do ciazowego a tak 3x XL jest na mnie za male w brzuszku nic sie nie dopinam ,nic a nic,jakies zanizone te rozmiary a jak poszlam do sklepu z normalna odzieza to mierzylam 5xl i tez sie nie umialam dopia,na styk w innym 3xl sie dopielam ale na styk a gdzie tam koniec.
Jestem strasznie zalamana ja rozumie ze jetem duza,ale wiecie kurcze nie wszystkie kobiety w ciazy maja Rozmiar S i brzuś,no naprawde nic nie potrafie na siebie znaleźć.
Roplakalam sie jak dziecko bo sie najeździlam po sklepach i nic,moze Wy dziewczyny doradzcie gdzie jest warto pojechać namiar na strone internetowa czy coś,naprawdę przeciez gdzies wieksze mamy musza kupic na siebie kurtke,jak przymierzalam w innym sklepie z taka odzieza dla starszych pan,to tam pasowala kurtka ale rekawy ,ramiona wszystko za duze tylko brzus sie miesci i wygldaalam okropnie....:no:a cena tez spora.
 
nisiao a patrzyłaś na allegro? jak wpiszesz płaszcz ciążowy to powinnaś coś znależć. tylko obmierz się i nie patrz na rozmiary tylko na obwody w brzuszku i biuście, ja znalazłam fajną kurteczkę/płaszczyk za około 60 zł plus przesyłka, ale jeszcze się wstrzymam bo może pożyczę płaszczyk od mojej mamy jak sie w niego zmieszczę:)ja ostatnio też próbowałam sie zmieścic w jakaś moją kurtkę zimowa ale nie ma szans, w jedną ledwo wchodze ale zimą bede miała większy brzuch wiec nic z tego.
 
Nisiao, rozumiem Twój ból. Ja patrzę z przerażeniem na nadchodzące miesiące. Należę do potwornych zmarzluchów. Dla mnie co innego niż długi, puchowy płaszcz a la ludzik Michelin z wielkim kapturem i koniecznie dodatkowym zapięciem zakrywającym suwak w ogóle nie wchodzi w rachubę, a najlepiej, żeby jeszcze miał taką a'la gumkę na wysokości pupy jak w kurtkach narciarskich, którą się zapina, żeby od dołu nie wiało i ściągacze w rękawach, żeby i tamtędy mi chłód nie wpadał. Takie rzeczy są trudne do znalezienia nawet bez ciąży i kosztują dużo pieniążków. A ja bez tego zamarzam po prostu. Koleżanki pożyczyły mi 2 płaszczyki, w których to niby przechodziły całą zimę. Cienkie, flauszowe. Jeden jest zapinany pod szyję, ma dwa guziki na wysokości biustu a reszta materiału sobie wisi beztrosko i z każdej strony wiatr zawiewa. Drugi jest zapinany normalnie na 3 guziki na wysokości brzucha, ma gołą szyję. Żaden nie ma kaptura. Mi w tym jest zimno jak wychodzę teraz na wieczorny spacer z psem. Nie rozumiem, jak można w tym chodzić zimą. Niektóre dziewczyny też noszą swoje stare płaszczyki zimowe i ich nie zapinają, a na brzuchu rozkładają sobie szalik. Jak dla mnie ta opcja odpada, zamarzłabym. Poza tym nie mam już starego płaszczyka, w zeszłym sezonie dokonał swojego żywota. Jak zajrzałam do sklepów z odzieżą ciążową, jak dla mnie żaden z tych płaszczyków nie nadaje się nawet na temperaturę 0 stopni. A przecież nie zamknę się w domu na 2 miesiące. Chociażby dlatego, że mi pies cały ten dom zasika ;)
 
reklama
Kinderbal mam za sobą..! 6 dzieci na tych naszych 49m to naprawde duuuużo...:baffled: krzyku bylo, ze ho ho, biegania, przepychania, Hania, przepraszam, dzis sie nie rodzisz, mamusia jest padnięta!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry