Hania na pewno jest grzeczna i posłucha mamusi, nie bedzie robić na złość.
No inkolejna rzecz, z która nie wiem, jak sobie poradzić. Bo ze jak wychodzę gdzieś na miasto i wszyscy pija alkohol a ja nie to nie problem, zawsze mogłam sobie pozwolić na jakiś koktajl a jak nic takiego nie bylo to chociaz soczek czy cole, zeby też poczuć się 'odswietnie', bo w domu od dawien dawna pije tylko wodę. Teraz mi zostaje napicie się wody również ze znajomymi. Ale to pal sześć, oni pija coś i ja też, choć trochę skandal, ze taka zwykłą woda kosztuje nieraz po przeliczeniu na litry więcej niż piwo. Gorzej z jedzeniem. Dziś się znalazłam w takiej właśnie głupiej sytuacji. Wszyscy głodni, u mnie też juz czas najwyższy na posiłek, otwieram kartę i... No i dramat. Nie ma absolutnie nic, co bym mogła zjeść. Nawet sałatka (znowu, dlaczego te sałatki tyle kosztują??) zawiera smażonego kurczaka i jest z jakimś sosem. Cóż robić, zjadłam chociaz taka sałatkę, bo przecież jakby wszyscy jedli a ja bym siedziała glodna z mala buteleczka wody to bym się chyba po prostu publicznie popłakała. Jak sobie z tym radzić? Przecież trochę wyjść czy obiadkow rodzinnych mnie po drodze czeka... A jak przeżyć Wigilie, kiedy ja to wszystko uwielbiam? Siedzieć, patrzeć i wąchać, bo znów nic się z tego nie bedzie nadawać? Czy moze na takim etapie to juz nie zagrozi maluchowi jak sobie w Wigilie zrobię dyspense i się naopycham niedozwolonych rzeczy? Jeszcze zeby jedzenie nie bylo socjalnym rytuałem....