Alza, to są wszystko koszmarne sytuacje. I mają jeden wspólny mianownik: w każdej z nich na tych przysłowiowych kopach to się powinno rodzica/opiekuna wyrzucić, zupełnie gdzie indziej jest fokus. Wcześniej mówiłaś o dziecku. Dziecko ma, a jak dziecko nie, to dziecko sio i jeszcze dziecko ukarać. Tak to zrozumiałam i dlatego mnie to zdenerwowało. To, o czym piszesz w ostatnim poście to jest coś, czego Ci bardzo współczuję i co znam aż za dobrze z własnego podwórka zawodowego, podpisuję się rękami i nogami. Tylko to są błędy dorosłych i im się należy tutaj wiadro zimnej wody, które swoją drogą czasami i tak nie dociera. Ale rozumiem problem aż za bardzo, tym bardziej, że Ty z dzieckiem nic nie przepracujesz w takiej sytuacji, bo nie ma na to czasu ani przestrzeni, masz zadanie do wykonania i nierozsądnego rodzica nad głową. Koszmar.
Ja właśnie chcę, żeby moje dziecko zachowało się w gabinecie tak, żeby nie psrzysporzyło dentyście problemów, to oczywiste. I dam radę ten mały żywioł opanować bez dwóch zdań. Bardziej zastanawiam się, jak zapobiec sytuacji z serii "wczepię się w matkę i spanikuję". O tym pisałam. Bo gryźć, kopać i szczypać to on na pewno nie będzie

Omawiam, czytam, dyskutuję, pokazuję zdjęcia gabinetów, opowiadam co, po co, dlaczego i tak w kółko do znudzenia w nadziei, że nabierze entuzjazmu.
Mam nadzieję, że się dogadałyśmy i rozejm.