Jestem po poronieniu chybionym (8tc), we wtorek tydzień temu miałam zabieg.
Jestem w totalnej rozsypce…
Zaczęło się przed końcem ubiegłego roku. Szpital, badanie USG, konsultacje z innymi ginekologami… W końcu wypisano mnie do domu i kazano CZEKAĆ… Ciężko mi o tym pisać ale jak słyszę z ust lekarza, że trzeba „czekać” lub „widocznie tak miało być” to mnie szlag jasny trafia! W efekcie końcowym to „czekanie” w niczym nie pomogło… W zeszły wtorek miałam zabieg, przeżycie okropne, samopoczucie „po wszystkim” jeszcze gorsze…
Szukając przysłowiowego światełka w tunelu, rozmowy z fachowcem zostałam załatwiana na korytarzu… nikt z personelu nie miał dla mnie kilku minut na rozmowę… A pytając o rokowania i szansę na ponowną ciążę, usłyszałam: w pani wieku (mam 40 lat i w domu dwójkę prawie dorosłych, zdrowych dzieci a obecna ciąża była wymarzoną i długo wyczekiwaną) ryzyko jest większe i tak może się zdarzać, a w domu przecież ma pani dzieci… Nie ma jak dobić leżącego. Wiem, że już nie jestem nastolatką, wiem że muszą/chcą powiedzieć prawdę ale chyba jednak nie tego oczekiwałam w tamtej chwili…
Jak mam wrócić do normalnego życia? Tak bardzo chciałabym mieć jeszcze dzieciątko...