tak sobie myślę, że coś jest nie tak z tym że tak wiele osób wokół mnie traci ciąże...w różnych stadiach zaawansowania. poronienia zdarzają się tak często że aż mi się wierzyć nie chce....fatalna seria wśród moich znajomych zaczęła się krótko przed moim ślubem i jak do tej pory naliczyłam 9 poronień-nie licząc moich, 3 porody martwe, i 1 dziecko które zmarło po 19 godzinach....kosmos....
dopadły mnie dziś czarne myśli....analizuje wszystko, czy czegoś nie przeoczyłam w ciąży, jakiś objawów...czy niczego nie przeoczyłam po poronieniu, czy moze jednak warto zrobić jeszcze jakieś badania...rozmawiałam z moją mamą i się popłakałam....wiem że będzie dobrze....ale bardzo głęboko w duszy nadal nie potrafię się uspokoić i nadal nie potrafię zrozumieć dlaczego tak się stało....
powoli wyczerpują się pokłady cierpliwości moje i mojego męża....w firmie chwilowo kiepsko, spłukaliśmy sie z kasy-głównie przez badania, generalnie atmosfera jest napięta....do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt doktoratu mojego i mojego męża....on już ma przewód otwarty, gonią go terminy, ma na karku 2 konferencje...ja zaczęłam studia doktorskie i zastanawiam się czy nie zrezygnować....
ehhh....nie powiem że mi dziś humor nie dopisuje, ale najwyczajniej w świecie mam gorszy dzień...
szkoda że myślenia na pewne tematy nie da się wyłączyć tak jak TV....
jedyne co mnie dziś pocieszyło i rozbawiło to to że dostaliśmy zwrot podatku za zeszły rok....niby 280 zł, ale ucieszyłam się jak dawno nie....chyba ruszę do sklepu i zrobię dziś jakąś fajną kolację dla mężusia-tak dla rozładowania atmosfery....
macie pomysły na coś pysznego i szybkiego?