Witam,
no dobra dziewczynki przebrnęłam przez te kilkadziesiąt stron, ale dwa dni mi to zajęło i oczywiście nie zapamiętałam wszystkich pojawiających się tematów.
Fajnie tu u Was, a ja chyba też potrzebuję czasem tu zajrzeć, zwłaszcza, jak miewam gorsze dni.
Po pierwsze, ja chyba też jestem Mamą nie najmłodszą, bo córeczka urodziła mi się w prezencie na 30-te urodziny. Lekarze mi to wypomnieli, ale Ci z LUX MEDU- do d... zresztą i nie polecam. Co do nadwagi, to zostało mi jakieś 10 kg do zrzucenia, więc wyglądam też nie najlepiej jeszcze.
Olcia-dlaczegotak- nic się nie martw. Masz tylko szybko i bezboleśnie urodzić swojego Oliwierka, a potem kilogramy same spadną. W ciąży utyłam 17 kg, a do dnia dzisiejszego (niecałe 4 miesiące) ubyło mi ich 28 i piersią nie karmię. Ale gwarantować Ci mogę, że czasu na jedzenie nie będziesz miała za wiele. W dniu wyjścia ze szpitala faktycznie miałam już 10 kg mniej, a potem spadały jak szalone. Szkoda, że już przystopowały. Niestety rozstępy na biodrach mi pozostawały i niewiele na nie pomaga. Brzuch smarowałam jak głupia i nawiedzona, więc ładnie wszystko się wchłonęło, ale zpomniałam o biodrach- to teraz mam. Kurcze, tak niewiele już zostało do Twojego porodu, a ja pamiętam jak pierwszy raz rozmawiałyśmy na gg. i mnie się wtedy wydawało, że do narodzin mojej Małej jeszcze wieczność. Trzymam kciuki.
syla28- ciągle o Tobie myślę i tak mi bardzo żal, że nie udało się uratować Ali. Było tak blisko, ale chyba w tym wszystkim nie ma niczyjej winy. Przecież nie można było tego przewidzieć. Chyba rzeczywiście stres, wysiłek spowodował te skurcze i przedwczesny poród. Pamiętam też ruchy mojej Niuni i te czkawki- to takie niesamowite i jeszcze bardziej mi smutno, bo nie wyobrażam sobie bólu Twojego serduszka, tego całego porodu. Jesteś taka dzielna i masz tyle siły w sobie. I wiesz, tak sobie myślę, że skoro Wam się udało przy niej, to i jak odpoczniesz troszkę, zregeneruje się Twój organizm, znowu będziesz miała Dzidzi i tym razem je przytulisz i wytulisz za dwoje, a my tu będziemy czekać na foty tego Malucha. Wiesz, każda strata boli, na pewno- My wszystkie to wiemy, ale chyba jest jednak łatwiej potem żyć i pozbierać się, kiedy nie znało się tego uczucia, tego kontaktu z Maleństwem.
Też miałam ochotę niejednokrotnie ryczeć jak widziałam kobiety w ciąży, wózki, ale jakoś to wszytsko powoli się ułożyło. Tylko ten czas ciągnął się cholernie w nieskończoność.
Kiedyś, zaraz po poronieniu pojechałam z mężem na zakupy do jednej z Galerii. Miałam sobie poprawić nastrój. Tam jednak wózki, dzieci i kiedy zobaczyłam jakąś laskę z noworodkiem wpadłam w płacz i niemalże histerię. Mężowi udało się mnie uspokoić, ale powiedział,że już nigdzie nie będzie ze mną wychodził, bo mu głupio. Miałam tak jeszcze kilka razy, ale potem już było troszkę lepiej.
mordoklejka- dasz radę skończyć studia. Ja też właśnie skończyłam. Było ciężko, ale się udało. Teraz najgorsze, pisanie pracy i obrona. Trzymam kciuki.No i podziwiam Cię za te mebelki. Ja jeszcze teraz boję się kupować cokolwiek, a przecież muszę.
Pozdrawiam cieplutko.