Dziekuje za tak szybka odpowiedz i wsparcie i za swiatelko dla mojego Aniolka... No tak nawet nie napisalam szczegolow dotyczacych poronienia. Wiec bylo chyba samoiste.
Jestem... raczej bylam w 7 tygodniu ciazy. We wtorek w pracy zaczely mi sie lekkie plamienia a poznym wieczorem bol w dole brzucha i krzyzach podobny do miesiaczkowego a zaraz potem wystopilo krwawienie. Rano na drugi dzien poszlam do gin polskiego (bo mieszkam w Angli i nie cierpie tutejszej sluzby zdrowia), lekarz mnie troche uspokoil bo zbadal mnie wewnetrznie i zrobil usg i widzialam serduszko bijace i tetno mu zmierzyl i powiedzial ze wszystko bedzie w porzadku ale musze brac hormon - Progesteron poniewaz wedlug niego byl brak wydolnosci cialka zoltego. Wybralam lek. Pierwszy czopek uzylam ok poludnia. Za kilka godzin dopadl mnie bol. Przeokropny bol... tepy, szrpiacy bol ktory nie ustepowal. Zaczelam sie zwijac blagac Boga by to sie nie dzialo, zaczelam krwawic mocniej. Maz zawiozl mnie do szpitala. Tam na izbie przyjec wyczekala sie 4 godziny az ktos sie mna zajal. Bol juz pomalu ustepowal. Zbadali mnie ale nie zrobili Usg i nie powiedzieli czy poronilam czy nie. Na drugi dzien rano dopiero mnie wezwali na usg i powiadomili ze nie ma juz zadnych oznak ciazy i ze wyglada na to ze je ma zadnych pozostalosci i potrzeby czyszczenia.
Ze szpitala wychodzialam szlochajac jakby mi ktos umarl. Nie docieralo to do mnie. Jak to mozliwe? Jeszcze dzien wczesniej widzialam ta fasolke z wielkim bijacym serduszkiem a dzis jej juz nie ma? Nie mam sily. Dostalam zwolnienie lekarskie na tydzien z pracy. Probuje dojsc do siebie, pozbierac sie mentalnie. Nie potrafie myslec nawet o pracy. Nadal krwawie, mam wciaz bole (choc juz duzo lzejsze) brzucha. Nie wiem jak dlugo to potrwa.
Mysle tak jeszcze czy to mogloby miec cos wspolnego z tym ze polroku temu mialam podwyzszona prolaktyne i torbiela na jajniku? Niby badanie usg w listopadzie stwiedzilo ze torbiela juz nie ma ale badan na prolaktyne juz nie powtorzylam.