Czarna, w tym momencie tak samo myślę. Gdyby nie luteina, poleciało by pewnie dużo wcześniej - tym razem nie miała sensu, ale kto Ci zagwarantuje, że w danym przypadku nie jest potrzebna, że to co leci to nie jest zdrowa ciąża, którą można było utrzymać? Ratuje wczesny scan - tu go nie ma.
Wróciłam ze szpitala. Wczoraj wieczorem rozkręciła sie typowa akcja porodowa, z regularnymi, silnym skurczami macicy ale bez idącego za tym krwawienia. Zrobiło się na tyle "ciepło" że zdecydowałam się podjechać na Emergency i wyrzeźbić coś przeciwbólowego - Ibuprofen i Aponaproxen nie dały rady. W poczekalni rozkręciło się już krwawienie więc zapakowali do boksu, tam stwierdziłam po godzinie oczekiwania że w zasadzie mogę isć do domu bo skurcze zrobiły się znośne. Ale jak już się pojawił "biały personel" to zechcieli zrobić krew na hemoglobinę żeby sprawdzić czy za wiele nie poleciało. Nim przyszły wyniki, zrobiła się kałuża pod łóżkiem - jak młody to pokazał pielęgniarce to się zrobiło nerwowo - sprawdzanie co "tam" się dzieje itd. No i było by super gdybym im nie zjechała - zapakowali tlen, ułożyli do góry kołami i... zapowiedzieli ze muszę zostać w szpitalu, aczkolwiek (po badaniu) wszystko wskazuje na to, że właściwy proces się zakończył. Widziałam łożysko... No i zostałam do dziś, ale już jestem, tylko mam sobie leżeć.