Aga, zgadza sie, facet nie jest normalny. Jest psychiatryczny, ma manie i omamy. Tyle ze zwykle zona go probowala pacyfikowac, a dzis to ona robila za gwiazde spektaklu. Nie ma mowy, zeby u nas jechalo - pytalam znajomych na wszelki wypadek bo moze mnie sie wech przyzwyczail - nie, czuc wilgoc, czuc taki "norowaty" stechly zapaszek jak w starych zawilgoconych domach, ale kotami nie wali. Moczem rowniez. Nie wiem skad oni to wzieli, ale mam nadzieje ze zadzwonia do councilu i bedziemy mieli inspekcje. Inspektora mozna wpuscic, niech posprawdza co i jak. Chinczyck smrodow finalnie nie zakopal i to nadal wali - zastanawiam sie czy jeszcze raz do councilu uderzac, czy co... Co do kotow... Przywiozlam je z Polski, one sa z nami od kilku lat. Nie bylo by fair pozbywac sie ich, skoro dalismy im dom w Polsce i nauczylismy je ufac nam. Poza Klaczkiem wszystkie sa po przejsciach, Hino nawet po ciezkich.