Porozmawiać zawsze warto. Może panie zaangażują córkę w opiekę nad maluchami, poda pieluszkę czy coś. Nie wiem one powinny to zauważyć i dostosować się do dziecka. W końcu to też małe dziecko.
Ja napisałam o swoich doświadczeniach. Łączone grupy w prywatnych zlobkach to porażka. Co można zrobić nie wiem? Całe szczęście u nas totalny bunt był w ostatnim miesiącu, choć sygnały były już nieco wcześniej. Niestety miejsc w państwowych żłobkach jest za mało.
Jeszcze musisz się przyjrzeć jak panie reagują na płacz dzieci. Moje niby byle miłe, nigdy nie krzyczały ale jak przychodziłam po córkę to czasem jakieś dziecko płakało a one nie reagowały. Myślę że to była ich strategia , nie zwracać uwagi

Nigdy też nie karmiły dzieci, twierdziły że moja córka pięknie sama wszystko zjada. Teraz wiem że z jedzeniem to była ściema, bo moja córka nie zjada zup i wiele innych rzeczy. No ale tego dowiedziałam się w przedszkolu. Mało tego panie mają czas i ochotę nakarmić moja córkę. Nie ingeruje, każdy jest zadowolony. Często widzę też sceny jak moja córka siedzi na kolanach u pani i coś wszyscy razem robią przy stoliku. Jak się chce do wszystko można, przypominam 25 dzieci, ale przedszkole choć państwowe ma 3-4 panie, w tym jedna z Ukrainy i studentka. Moje dziecko jest najważniejsze i argumenty bo młodsze dzieci wymagają uwagi do mnie nie przemawiają. Po prostu system opieki jest do d....y.