Różyczko - super, że wszytko ok.
Aisha - jakoś się ułoży! Wszystkie się martwimy, jak to teraz będzie. Ja chcę wrócić nawet do pracy, choć mogłabym na L4 siedzieć do końca, ale boję się utraty dochodów, zwłaszcza że ja jeszcze zatrudniam ludzi i jeśli stracę klientów, moi pracownicy/współpracownicy stracą robotę. Tak to jest jak się ma swoje firmy. Cieszę się ogromnie, że poczułam się lepiej i mogę iść się wykazać i dać odczuć, że ciąża i macierzyństwo nie oznaczają, że będę niewiarygodnym partnerem. Ja też mam kredyt na dom, OGROMNY kredyt, bo postawiłam sama dom po rozwodzie (mam go sama, bo ja nie jestem po ślubie i nie zamierzam go brać), z ratami ustawionymi pod dochody, które osiągałam dotąd. Jeśli je stracę, to stracę też równowagę finansową. Nie zamierzam też w jakikolwiek sposób czuć się zależna finansowo od ojców moich dzieci, a o ile mogę liczyć na pomoc i wsparcie rodziców w codziennym życiu, to na finansową nie. Oczywiście nie mówię, że mam gorzej od Ciebie - ale chciałabym Ci pokazać, że wszystkie się zmagamy z problemami i rozumiemy Twój strach. Ale ja sobie zawsze myślę, że jak trzeba zmierzyć się z trudnościami to trzeba i zawsze znajdzie się jakaś na to rada. Grunt, że masz bliskich, na których możesz liczyć. Może jeden rok będzie chudszy niż inne - ale potem na pewno odbijecie się od dna. Skończysz naukę, będziesz miała lepsze kwalifikacje, otworzą się nowe możliwości. Będzie dobrze. Moje doświadczenie wskazuje, że nikt nie jest tak zorganizowany jak młode mamy, więc na pewno szybko zaskoczysz na zawodowe tory i się poukłada.
Dziś wpadli do mnie znajomi i też im trochę swoich żali i stresów wylałam. Wiem, że trzeba te swoje obawy wygadać.
Ja w pierwszej ciąży często po kilka dni ruchów nie czułam. Jechałam spanikowana na izbę przyjęć na ktg i puszczali mi bicie serduszka. Nikt się nie dziwił w ogóle moim napadom strachu - widocznie to normalne, że kobiety jak nie czują ruchów jadą do nich się uspokoić.
Ja dziś miałam mega stres - jutro wyprawiam córce okrągłe urodziny, na które zaprosiliśmy jej wszystkich znajomych. Tymczasem ona źle się poczuła po szkole, wymiotowała i w ogóle była kiepskawa. No wizja grypy akurat w dzień, gdy ma się pojawić ok. 30 dzieci na imprezie była niezła, bo ja nawet nie byłabym chyba w stanie zatrzymać tej machiny, zawiadomić wszystkich, że przekładamy. No i tort już gotowy, jedzenie też... No ale wieczorem jej przeszło... Ufff.....
Pozdrawiam