Opowiem Wam krótko mój dzisiejszy dzień...KUR.. MA.!!!!!!!! Koniec.
Pojechaliśmy dzisiaj do szpitala - zgodnie z tym czego oczekiwał mój lekarz. Ostatnio dał mi skierowanie do szpitala, miałam się zgłosic na wyznaczenie terminu cc. Jutro zaczynam 37 tc, podobno w późniejszym czasie wzrasta ryzyko mniejszej masy urodzeniowej więc wg mojego lekarza najpóźniej w przyszłym tyg powinnam miec cc.
Na izbie przyjęc była jakaś młoda siksa, która prawie roześmiała mi się w twarz...oświadczając, że nie ma czegoś takiego jak cc na życzenie. Więc nie wytrzymałam i mówię, nie no spoko ciąża po in vitro, bliźniacza, oboje dzieci leży w tej chwili w poprzek a wg was mam rodzic naturalnie?! Od razu tłumaczenie, że ona nie będzie podejmowac decyzji za lekarza dyżurnego jaki akurat będzie na oddziale...
Za chwilę się pyta jak ułożone są dzieci i w którym miejscu...-zamiast zrobic usg. A skąd ja niby mam wiedziec czy dziś są dokładnie w tych samych miejscach co w środę???
Za chwilę następne pytanie - czy chcę byc zbadana...?
Ręce mi opadły
Pytam się tej siksy kiedy w takim razie mam się zgłosic? - jak się będzie coś działo...



Aaaa czyli mam tak sobie czekac nie wiadomo do kiedy...??? -nie no najpóźniej w wyznaczonym terminie porodu proszę przyjśc...

Tylko się wkurzyłam i wróciłam do domu.