Dzien doberek wszystkim! Kosmitko, moj mezulo dzisiaj o 7.00-ej pojechal do Rzymu pociagiem, bo mial przewidziane badania w poliklinice, wlasnie wraca, przemoczony calkowicie, wkurw..... bo oczywiscie nic nie zalatwil, bo nie mogl w zaden sposob sposob dostac sie do szpitala z Termini, przeklina jak cholera, wkurzony na caly swiat, bo metro nie jezdzi, busy tez black out, a u nas ani kropelka deszczu nie spadla....jak na razie!!!!
Wracajac do podrozowania, to ja kocham jazde samochodem, raz nawet sama jechalam:-), ale jeszcze nie mialam dziecka, i nie bylam mezatka!!Nasz Patryk jest przyzwyczajony do jazdy,od malenkiego jezdzi, pamietam raz przespal cala podroz z Polski do Wloch, 18 godzin jazdy, budzil sie tylko jak chcial wody, napil sie i spal ponownie. Czasami zatrzymujemy sie w polowie drogi, w Alpach austriackich, w okolicach Villach na nocleg....dwa razy sie zdzarzylo, a tak to zawsze jedziemy. Ale tak jak kosmitka, autem glownie wiosna badz jesienia, zima samolot, no chyba, ze nie znamy dokladnie terminu urlopu, wiec wowczas jestesmy zmuszeni jechac samochodem.
W tym roku jedziemy na boze Narodzenie, juz sie nie moge doczekac, Patryk tez tylko wypytuje kiedy pojedzie do dziadzia, mnie tez niestety tylko tatus i braciszek w Polsce pozostali, mama niestety nie nacieszyla sie za dlugo wnukiem....sorki dziewczyny tak mnie wzielo, bo jak przeczytalam post Agaty o jej umierajacej babci, to az mi sie lzy zakrecily w oczach, ja przeszlam to samo z moja mamusia, niestety nie zdazylam:-(, i z dwoma moimi babciami, tragedia!!! straszne sa takie wiadomosci, kiedy jest sie daleko od domu.
Agata przykro mi, un forte abbraccio!
milego dnia dziewczyny