Ale miałam dzisiaj dzień. Pogoda zwariowana, raz gorąco, raz ulewa. Wypiłyśmy z
edee wspólną kawkę, maluchy, nie chcąc przepuścić nic z randki, nie bardzo nawet zasnąć chciały. Potem wspólny spacerek, z który pewnie teraz edee mnie sklina na czym świat stoi, bo ją posmykałam po taaaaaaaaaakich długich schodach z wózeczkami...

;-)
A popołudniu z dzieciakami i moją mamą byłam u teścia i jak wracaliśmy, to nagle zerwała się wichury, zaczęło strasznie padać i w pewnym momencie jakieś 5 metrów przed naszym autkiem drzewo przewróciło się na drogę




Mało na zawał nie zeszłam. Myślałam, że do domu nie dojedziemy, przez całą drogę co kawałek połamane gałęzie, grad tak walił w auto, że Hania wrzeszczała całą drogę, Jasiek beczał, że chce do domu, masakra, mówię Wam!
Dobrze, że wszystko się szczęśliwie skończyło, ufff.



A w szkole nie mają nic przeciwko

Kurcze, dzieciaki jakoś teraz szybciej wchodzą w zwariowany okres dojrzewania ce****ący się niezbyt mądrymi pomysłami