Jedziemy na Żerań gdzie co tydzień odbywa się Giełda Zwierząt , ptactwa i karm dla zwierzaków.
Idziemy kupić 10 kg mięcha dla swoich suczek i spostrzegamy kilku handlerów ze szczeniaczkami....
Pada, zimno i wieje ...
Małe 2 miesięczne szczeniaczki w klatkach na ptactwo, mokre , chore , płaczące i piszczące

:-(
Ja złapałam nerwa zaczęłam każdego napieprzać , że mają przykryć klatki bądź schować psy do samochodów ... kilku się zastosowało po uprzedniej ostrej wymianie zdań ze mną..
Idziemy dalej. Juz rozeszło sie po giełdzie , że być może ta krzycząca babka z facetem są z TOZU więc zaczyna się odwracanie plecami i unikanie kontaktu ze mną...
Ja odwiedzam każdego handlera i jadę po nich: gdzie szczepnia, kocyki, zadaszenie . MAKABRA psy cierpią ludzie widzą tylko złotówki...
Boże szlak mnie trafia szczególnie jak widzę roczego foksteriera w kaltce dla indyków gdzie nie może się nawet obrócić !! o zgrozo.
Ja tego tak nie zostawię !
Podobno w Stolicy działa Straż dla Zeiwrząt.
Zaraz najdę do nich namiary i będe pisać, pisać i jeszcze raz pisać aby ruszyli dupy i kontrolowali w jakich warunkach te psy sprzedają!!
Jestem załamana i ciągle te biedne mordki widzę.....:-

-(