witka wieczorkowo

;-)
oj....muszę Wam powiedziec że takiej ilości grzybów to jeszcze nie widziałam....
rany...J przytargał pół worka na śmieci całą reklamówkę z biedronki ta dużą...i jeszcze w kartoniku...(ja nie wiem czy on oszalał czy jak już tyle zobaczył i oczopląsu dostał to żal mu było je zostawic...




) zjadł na obiad kilka -ja jedną bo więcej nie mogę
Aga-masz rację nie mogę ze względu na watrobę i na Natalkę.obdzielił tą reklamówką moją mamę a resztę dał do suszenia.co do porodu..to dasz radę



ale to zleciało.jeszcze tylko
Baśka zostanie jak Ty już urodzisz.i ciekawe która następna...????:-)
Aneczka-u nas grzyby codziennie w większej bądz mniejszej ilości...wszystkie suszymy.
Basiu-kiedyś nasz Kuba miał robione EEG podczas snu-(bo taki był warunek) tego badania żeby dziecko spało miał wtedy może pół roku...i też wyszło jakoś wszystko na opak...ale lekarz stwierdził że trzeba na to też wziąć poprawkę bo u takich małych dzieci tak może wyglądać wynik badania...zwłaszcza że Kuba przed badaniem zryczał sie okropnie i całe badanie szlochał...co mogło mnieć też wpływ na jego odczyt..bo fale mózgowe odbierały bodzce nieprawidłowo...jakoś tak.....trzymam kciuki za Tomeczka.
Dotka-oj..zaraz skargi...



jedyną skargą było to że Kuba nie chce jeść....


na zebraniu były omawiane sprawy organizacyjne...przyszły nowe mamy i dzieciaki bo od 15-ego dzielą tą grupę która była (dzieci w różnym wieku) na dwie grupy starszaków i maluchy.jedne zejdą na dół a reszta maluszków zostanie na górze.
Kuba będzie miał grupę 19-to osobową.dzieci od 3lat do 5.
babki przedstawiały regulamin przedszkola-trzeba było wypełnić ankietę...np.jak dziecko chce żeby sie do niego zwracać...co lubi jeść w co sie bawić czego nie lubi..czego sie oczekuje od przedszkola???itp.podały jeszcze spis wyprawki mamom które doszły teraz...
trzeba było również napisać oświadczenie...w kwestii...odbioru dziecka z przedszkola przez inne osoby niż rodzice...podać ich dane osobowe itp.
wybieraliśmy trójkę klasową...- uwaga!!! jestem jedną z mam w komitecie rodzicielskim




-i już mam zadanie...w pażdzierniku organizowany będzie dzień pieczonego kartofla...no i mój J musi nam drewno dostarczyć na ognisko



-święto to polegać będzie na spotkaniu rodzinnym wszystkich dzieciaczków wraz z opiekunami.będzie kawa ciasto...
no...zobaczymy jak to bedzie wszystko w praniu wychodziło...



:-)
miałam Wam jeszcze napisać o nasze wizycie w Ameryce...
pojechaliśmy tam już na godz.8-mą rano...Kuba był już w strasznym nastroju bo po drodze zmieniliśmy samochód na dziadków astrę bo tym J terenowcem nie dało sie jechać tak daleko...Kuba dostał histerii cała drogę ok.50km. jęczał coś o samochodach i małym i dużym...płakał itp.
jak zajechaliśmy na miejsce...był świadkiem jak takiemu mniejszemu chłopaczkowi po pobraniu krwi...krew sikała na podłogę-bo wyszedł na korytarz ale spadł mu gazik który matka tego chłopca miała trzymać...krew lała się strumieniami......Kuba wystraszony!!!!
czekaliśmy na swoją kolejkę...kiedy trzeba było wejsć młody włączył hamulec...że on tam nie idzie...w końcu udało mi się go namówić....
siadamy na krzesełku do pobierania pani za igłę a Kuba szału dostał!!!



w końcu pobrały mu za pierwszym razem -dzięki Bogu....bo już całkiem by dostał histerii.
wyszliśmy to tylko płakał.(a tak ładnie go nastawiłam na testy) mówiłam że pani zrobi najpierw kreseczki długopisem potem kropeczki kropelkami...podobało mu sie to...ale wszystko poszło w diabły...jak zobaczył tego chłopca z tą krwią....
potem poszliśmy na sniadanie....bo oni zapewniają wyżywienie.
po czym wraca się znów na górę i trzeba czekac na testy w kolejce...a kolejka jak stąd do tamtąd!!!! Natalka na poczatku spała...ale potem zaczęła płakać...wkurzyłam się bo jak pytałam przy rejestrowaniu to mówił że z malutkim dzieckiem bez kolejki...okazało się że musimy czekać jak wszyscy...a to trwało 4 godz.
mało tego nie było warunków żeby przebrać tak małe dziecko i miejsca gdzie można nakarmić....(zeszłam na stołówkę) dać młodej cyca.a przebierałam w samochodzie...a co gdybym była sama z dwójką dzieci..??? jak musiałabym stac w tej kolejce równocześnie przebierać i karmić małą....bo kiedy wyszło sie z kolejki momentalnie traciło się miejsce...a ludzie jacyś porąbani mało sie nie zabijali o to czy byli na 4 czy 5 miejscu....



druga sprawa brak miejsca dla tych dzieci...żeby mogły czymś sie zająć..np.porysować :-

-

-(-ile czasu wytrzyma tak małe dziecko siedząc przy mamie na krześle???.......
w końcu skończyło sie na tym że opierniczyłam panią doktor...za sprawy organizacyjne takiego pobytu i czekania na swoją kolej...oraz tego że byłam zapewniona wręcz że będziemy bez kolejki....
także spędziliśmy tam czas od 8-ej rano do prawie 13-ej....
Kuba nie dał zrobić testów...



-dal sobie narysować kreski kropki odczynnikiem...i dupa blada...skończyło się kiedy zobaczył igłę!!!! to zaraz w ryk!!!
prędzej tego nie było!!! zawsze chętnie dał sobie krew pobrać.
no i kaszanka zrobili mu tylko testy z krwi...ale za to na dużo odczynników...(po tym jak opr.panią doktor...przynajmniej dała na więcej rzeczy żeby sprawdzić)
w tym było na seler,jako,mleko,sierść,kurz,roztocza,owoce cytrusowe,pleśń,pyłki traw,rybę,
czekamy na wyniki które mają przyjść pocztą...po 2 tyg. i z nimi do naszej alergolog.
no...to się rozpisałam...chyba jak nigdy






miłej nocki dziewuszki......

;-)
do jutra.