Witam wszystkich…
Jestem tu pierwszy raz, bo zapewne doskwiera mi to, co większości kobiet mierzących się z decyzją adopcji komórki.
Mam 44 lata, za tydzień już 45, więc pewnego rodzaju przełom. Nie mam dzieci. Od dawna choruje na adenomioze i endometriozę. Ciężko mówić o leczeniu, mieszkam w mieście, gdzie każdy badający mnie lekarz mówi o usunięciu macicy.

Oststnia kurację hormonalną postanowiłam przerwać na własną rękę i zasięgnąć porady dot. in vitro. Tak trafiłam do kliniki. Bardzo szybkie działanie, bo już w kolejnym cyklu przeszłam stymulację w celu próby uzyskania własnych komórek. Finalnie udało się uzyskać dwa zarodki, z czego żaden się nie rozwinął. Zaproponowano nam adopcję komórek. Jesteśmy na etapie podejmowania decyzji.
I tu pojawia się masę pytań i wątpliwości.

Co Wy o tym myślicie? Może jest tu ktoś w podobnej sytuacji i chciałby podzielić się swoim doświadczeniem?