Muszelko: rozumiem co chcesz powiedziec, ale nie krzycz juz na mnie, bo sie czuje jak mala dziewczynka, ktora cos przeskrobala;-).
Jestem zdania ze to jak sie odnosimy swiadczy o nas samych, wiem tez ze czasem nerwy biora góre, wiadomo hormony i te sprawy

, ale moi rodzice zawsze mi powtarzali zwalczaj zle lub niemile dla ciebie zeczy dobrem i spokojem.
Kinga: czytam uwaznie, wiem dlaczego napisalas tak jak napisalas, z jednej strony jak juz pisalam, autorka troche sama jest sobie winna ze od razu gdy sie wydalo nie odeszla, poprzez to wszyscy ucierpieli zapewne wiele no i ona sama nie miala prywatnosci.Gdyby sie troszke zaglebic myslami to robila to dla dobra rodziny, czyli posrednio rodzina utrudniala jej posiadanie wlasnego zycia przez zaborczego meza.Wiadomo serce nie sluga, ale mysle ze wczesniej tez musialo sie im nie ukladac, albo sie nie dobrali, albo w pewnym momencie pogubili sie i nie zawalczyli o swoje malzenstwo.Zawsze jest tak ze wina lezy po srodku.