Karmienie mm w naszym kraju wymaga wielkiej odwagi, duuużo siły i twardej psychy.
Ja nie dałam rady karmić Tosi, głównie ze względu na budowę moich piersi/brodawek, a stres w jaki zostałam wpędzona najpierw w szpitalu a potem przez wszystkie ciotki/babki/znajome spowodował, że pokarm całkiem zanikł.
Teraz mój ulubiony mąż uparł się, żeby butelki i mm były w domu. Tak na wszelki wypadek. Stwierdził, że jak chce to mogę próbować karmić naturalnie, ale on nie zniesie po raz drugi dwóch wyjących ciągle bab- jednej z głodu, a drugiej z deprechy.
Spróbuję, nawet laktator kupiłam, ale jeżeli znów mnie to przerośnie to odpuszczę. Tosia wykarmiona mm i zdrowa, radosna dziewczyna wyrosła. Jak komuś wychodzi to fajnie, ale chyba nie warto za wszelką cenę.