Moje życie do 23, no 24 roku było usłane różami. Potem wszystko zaczęło się "pie...." i dopiero Kuba wrócił we mnie radość zycia. Pamiętam, że ostatnie dni przed porodem ciągnęły się w nieskończoność, w przeddzień wysprzątałam całą chatę i jeszcze wieczorem sama pojechałam na zakupy ( choć miałam lekkie skurcze ) a rano mmoja kruszynka urodziła się w ciągu godziny i wreszcie był ze mna ktoś, dla kogo jestem całym światem.