co do różu - miałam podobne zdanie co Wy - zołza i forever i trzymałam sie tego prawie 1,5 roku; podczas gdy na spacerach znajome woziły swoje lukrowane kokardkowe zaróżowione od stópek do główek córcie, ja woziłam bąbelka nie rzadko ubranego w black body (jako słuchacz Depeche Mode;-)) z napisem (na all sobie takie zamawiałam, napis wedle uznania), w beżach, brązach i wielu innych kolorach oprócz różu i typowego błękitu; ale... gdy panny podrosły i samodzielnie potuptały, przyznam, że zaczęło mnie wkurzać, gdy inni ludzie wciąż mówili na moją Ninkę "jaki ładny chłopczyk"

bo obok tych strojniś różowych ze spinkami we włoskach moja faktycznie wyglądała jak delikatnej urody chłopczyk;-) a jak się dowiedziałam, że drugie bobo to pisiorek, to już w ogóle postanowiłam ubierac córę bardziej dziewczęco - i zagościły w naszej szafie kiecki, róże (w różnych odcieniach - ale takiego typowego landrynkowego nadal nie moge strawić) i mi się odmieniło

to podobnie jak z Kubusiem Puchatkiem, za którym nigdy nie przepadałam, po czym sie okazało, że młoda szaleje na jego widok (i to tego kolorowego, Disney`owskiego) i co? i ma pluszaka, kocyk a nawet naklejke ścienną z jego facjatą
