Popieram Zuzaczka Betti...Nie poddawaj sie cieniom, przelaz przez nie i do przodu, do przodu. Roznie jest w zyciu, ale jak napisalas jest dla kogo powalczyc ze zlymi smokami- problemami.

Zuzaczku, a ja nie za bardzo lubie swieta...meczy mnie to, ze inni sie mecza. Moja mama zawsze piecze, gotuje, do upadlego, jeszcze jakies nonsensy typu mycie okien, dywanow...jakby to bylo wazne. My czyli trzy corki z mezami zjezdzamy sie i nie mozna by nam przywiezc kazdej po jednym daniu i placku? Ale nie, nie mozna, mama musi sie z ojcem zaharowac, a babcia musi ostatnia rente oddac wnukom na woloczebne. Zadnimi nogami sie zaprzesz ale oni sa nauczeni takiej tradycji...kicham na taka tradycje. Dla mnie ludzie sa najwazniejsi. Nie czulam sie dobrze, moi chylopcy chorowali i wiecie co? Nie posprzatalam domu wcale. Nie upieklam miesa i mazurkow, tylko jeden sernik, zeby cos bylo do kawy. Okien nie ruszylam bo bylo zimno. Podlog nie mylam, poscieli nie pralam bo lal deszcz i nie byloby gdzie suszyc. I wiecie co? Bardzo mi sie to podobalo. Maz byl za, pochwalil mnie nawet, ze spedzamy razem czas przy herbatce zamiast ja w kuchni na kolanach panele szorowac . Pojechalismy na obiad do mojej mamy, posiedzielismy dwie godziny i z ulga do domciu wrocilam. I tylko zal mi ze jezusa malo kto wspomina, a dla mnie to najwazniejsze w tym swiecie. Z mezem i chlopcami dzis przeczytalismy caly duzy kawal ewangelii jana o ukrzyzowaniu i zmartwychwstaniu, maz Pasje obejrzal, porozmawialismy z nimi o sensie tego wszystkiego...
Narwalam kwiatow do wazonika i wianek z bazi zrobilam. To wszystko..teraz za okno sobie patrze i dobrze mi, dobrze tak ze hej. Usmiechy dla pracusiow i leniuszkow, cieszcie sie rodzinkami, palaszujcie smakolyki, pa pa.
