Kalinko, oczywiście ja też się piszę! Tylko nie mam pojęcia co mam przynieść, sałatki będą już dwie, ciasta też, czego jeszcze brakuje, to przyniosę, tylko podpowiedzcie czego.Jestem straszną matką, nieodpowiedzialną i wstrętną!!!!! Strasznie jestem na siebie wsciekła. Dziś zostwiłam Mikołaja na naszym łóżku małżeńskim i chciałam pójśc po jabłko które mu starkowałam (stało w miseczce na stole w kuchni), nie doszłam do kuchni i usłyszałam uderzenie, potem płacz Mikołaja. Zamarłam, gdy wbiegając do pokoju zon\baczyłam go leżącego na podłodze. Cała trzęsłam się jak galareta, ze łzami w oczach całowałam, tuliłam go i starałam się uspokoić. Potem uciskałam raczk i, nózk i, główkę czy nie boli, dzięki Bogu nie płakał, czyli według mnie nic go nie bolało. Zadzwoniłam do Mirka, myślałam, że mnie zje przez słuchawkę. Po godzinie przyjechał z pracy, strasznie mnie skrzyczał ( myśli, że mi jest łatwo, przecież nie nawidzę siebie za to co się stało!!!!) i pojechalismy do DSK, by jakiś lekarz obejrzał małego (tak dla świętego spokoju). Obejrzał pediatra i neurolog i odesłali nas do domu. Stwierdzili, że nic się nie stało. Jakby coś się działo mamy natychmiast przyjechać. Teraz Mikołajcio śpi, mam nadzieję, że nic mu nie będzie.