Nawiąże do jednej irytującej mnie rzeczy, która w dużym stopniu kształtuje moja postawę. Piszesz o poznaniu problemu, o świadomości. Nie wiem czy zwrocilyscie uwagę ile osób w naszym bliższym czy dalszym otoczeniu nie ma zielonego pojęcia o ivf. Ile osób w ogóle nie ma pojęcia o płodności czy też niepłodności. I to te osoby z reguły chcą udzielać nam "madrych" rad czy ważą się nas osądzać.
Ręce mi opadają jak znajoma, którą uważam za inteligentną, radzi mi lezec po seksie z nogami w górze, najlepiej na wakacjach. Wtedy napewno się uda.
Albo kobiety-znajome, które nie znają swojego ciała. Nie mają pojęcia o podstawowych reakcjach, zachodzych w ich organizmie. A fazy kojarzą im się tylko z narkotykami.
Nienawidzę niewiedzy. Szczególnie swojej. Jeżeli cis mnie intryguje czy coś robię staram się poznać temat dogłębnie. Wertowac aż pojme. Nie podjęła bym się ivf gdyby nie wiedziała na co się pisze i z czym to się je.
I tak staram się teraz to wszystko przyjąć. Trochę życie tez mnie tego nauczyło.
Ale jak wspominałam wcześniej strach jest. Ból brzucha mi się wzmogl jak na @. Z sercem w gardle chodzę do toalety czy nie zobaczę krwi. Ale to jyz naprawdę niczego nie zmieni. Tyle, że będę miała podejście do crio, a mój dr nie będzie mógł sobie "postawić ptaszka " w tabelce "zaliczone za 1 razem"