Marcikuk - ja miałam w pierwszej ciąży. Gdzieś w 6 ms myslałam, że prosto z kibelka pojadę do szpitala, bo kurczę ani w jedną ani w drugą. To było niezapomniane przeżycie, bo rodzina już w samochodzie spakowana na wakacje, wszyscy na mnie czekają, a ja godzinę na tronie i nie zapowiada się, że zejdę. Bo za późno, by odłożyć problem na potem, a teraz problem mnie przerósł. Poradziłam sobie w końcu jakoś - ale bałam się, że przy okazji po prostu urodzę. Teraz się z tego śmieję, ale przyznam, że mocno wówczas się zestresowałam. Mnie się czopki glicerynowe wydają dobrym rozwiązaniem.
A jeśli o kibelku mowa, ja znowu stres - bo dzis w nocy przy siusiu znowu bladoróżowy papierek. Drugie zagnieżdżanie czy co gorszego. Boli mnie znowu też jak na miesiączkę :-( Na to wszystko mój kot nie wrócił na noc ( a mój kot zajmuje ogromna część mojego serca) i normalnie się poryczałam.
Dziś rano niby już nie ma śladów krwi. I kot czekał pod drzwiami. Nowy dzień i nowa nadzieja.
Boli mnie lewy jajnik od ... sprzęgła i staram się nie jeździć samochodem, ale niestety muszę. Od dziś pożyczam więc samochód z automat. skrzynią biegów.
Jak ja zazdroszczę mamusiom, którym się udało. Jak ja jeszcze wytrzymam ten tydzień. A jak ja wytrzymam, gdy nie wyjdzie?