reklama

Kto po in vitro?

Asia to nie o to chodzi żeby się licytować... Co to da jeśli Ci powiem że w styczniu to będzie rok szwendania się po klinikach?
Każda z nas cierpi nie zależnie ile czeka..
W tym przypadku powiedzenie czas leczy rany.... Cóż? Chyba je jeszcze bardziej rozdrapuje
kochana nikt sie tu nie licytuje... po prostu chciałam ci powiedzieć, że z czasem można się nauczyć życ ciągle na coś czekając... zawsze na początku ogarnia nas złość i uczucie, że ile jeszcze można czekać, juz dość itp... ale potem zawsze sie okazuje, że ten czas jakoś tam nawet leci i to czekanie nie jest takie straszne... Tez sie obawiam, bo nie wiem ile to jeszcze będzie sia ciągnęło, czy kiedyś nie obudzę sie sama w domu starców, ze świadomością, że nie ma mnie kto odwiedzić, że na moim grobie kiedyś nie będzie miał kto nawet znicza zapalić, ale nie możemy się tym dodatkowo caly czas zadręczać bo szybciej sfiksujemy niż zajdziemy w ciążę. Zobaczysz co powie lekarz i co mąż na to. Ja bym mu chyba dała jeszcze szansę, ale to już tylko i wyłącznie Wasza decyzja :) Cokolwiek nie postanowicie to my tu Cię będziemy wspierać ;)
 
reklama
Chodziło mi tylko o to że to nie istotne ile tak naprawdę czekamy... Bywa Ciężko
Dla jednej z nas pół roku to pikuś a dla kolejnych 3 miesiące to szmad czasu...
Każda z nas ma inną psychikę i inne doświadczenia życiowe dlatego tak różnie na to wszystko reagujemy...
a pamiętasz jak na pod koniec lipca klęłam na torbiel? też mi sie wydawało, że znowu kolejny miesiąc i znowu czekanie i znowu ta bezczynnośc... a czas ucieka... do tej pory mnie irytuje czekanie i chce mi się płakać, jak pomyślę, że zaraz minie kolejny rok i kolejna rocznica ślubu a my dalej sami. To jest w ch*j niesprawiedliwe, ale co zrobić, życia sobie nie odbiorę... Trzymam kciuki za Waszą decyzję. Jaką byście nie podjęli, napewno będzie słuszna :*
 
Owszem masz racje, każda z nas cierpi czekając na swoje szczęście i każda ma swoją drogę do przejścia.

Także to Wasza decyzja i to Wy musicie ja podjąć co robić.

My możemy Wam ewentualnie doradzić co my byśmy zrobiły.
@dżoasia już sie stara 7,5 roku i nic
@MADZIA tez po punkcji miała zagrożenie hiperka i czekała 2 miesiące a tak naprawdę 3 od punkcji do transferu i jej sie udało za pierwszym razem.

Ja tez po punkcji czekałam 3 miesiące na transfer i sie nie udał, potem czekałam na histeroskopie 2 miesiące. Miałam mieć transfer w październiku i co przez homocysteine mogę mieć odroczony transfer na kolejny miesiąc.

Tak jak pisała @dżoasia trzeba sie nauczyć cierpliwości choć budzi to w nas frustracje nie do opisania.

Ale głowa muru nie przebijesz.
Chcesz mieć dziecko jak każda z nas, ale Twój mąż tez ma prawo próbować posiadać swoje własne dziecko - i wcale mu sie temu nie dziwie. Kiedy poczuje ze już zrobił wszystko i sie podda skorzystacie z dawcy. Postaw sie trochę z drugiej strony. Czy Ty tak odrazu po pierwszej czy drugiej próbie zdecydowałabyś sie na dawczynie.

To są trudne decyzje i trzeba czasu żeby je podjąć!
A jak buraki? Jeszcze nie zbrzydły? :p
 
Chyba na poniedziałek będą gotowe do odebrania...
Maż już miał masę badań i od samego początku mówili nam o dawcy... Każde badanie miało w sobie coś nie tak...
Teraz ta biopsja była na wyraźne życzenie męża... ! A badania 2 dni przed nią ni jak nie wskazywały na poprawę
Poczekaj na wyniki i chyba bym próbowała z tym zapłodnieniem 50 na 50. Tylko wiem też,że nie w każdej klinice się na to godzą. Trzeba by było podpytać u Was czy tak można.
 
A żyje kochana miło że pytasz co u mnie zostało mi jeszcze 11 tabletek anty i od wczoraj dosyć mocno pobolewa mnie jajnik nie wiem czego on chce igraszki były więc nie wiem o co mu chodź hehe :) i tak dziwnie sie po nich czuje taka wiecznie na wkurwieniu hehehe M powiedział że więcej mnie nie bierze ze sobą
hahaha a juz wróciłaś? czyli za 11 dni wlasciwa stymulacja tak?
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry