Co za dzień, ja dziś tak płaczliwie, że szok. Jutro punkcja, boje się bardzo. Dzwoniłam do kliniki i mówili że ja zgadzałam się na znieczulenie lokalne (bo kuźwa tak mi doktorka kazła podpisac, bo niby mniej szkodliwe, mniej chemi itd) i takie najprawdopodobniej będę miała, ale zobaczymy. Tyle kobiet przeżyło to i ja musze dać radę. W końcu ta klinika działa od początków tej metody. Po prostu im zaufam, bo co mi teraz pozostało.
Pozatym wlazłam na forum, w którym moje koleżanki o ile miały problemy z zajściem w pierwszą ciąże, to teraz dwie zaliczyły wpadki z drugim dzieckiem a ja kurcze w punkcie wyjścia, w ciagłej niepewności. Nie wiem czy te hormony tak na mnie podziałały, że taka płaczliwa jestem dzić i tak się boje.
Masia jak po punkcji, pewnie odsypiasz.
Elala, prawda że fajna ta książka, ta kobieta na prawde opisuje życie nie jednej z nas i cały ten proces z jego jasnymi i ciemnymi barwami, a do tego życie kobiety emigrantki.Najważniesze, ze książka ma bardzo dobre pozytywne zakończenie. Ja już drugi raz do czytam ale tylko wybrane fragmenty.
Kinga trzymam kciuki i super podejście. Ja tez muszę sobie chyba moją pracę opuścić za bardzo mnie psychicznie wykańcza. Od dziś mam urlop., nie wyobrażam sobie chodzić do pracy i słuchac tych wrednych małp. I naprawdę zaczynam myslec o porzuceiu tego miejsca.
Mila jaki pech, zobaczysz teraz będzie tylko z górki, zmień lekarza, nie daj się wciągnąć w jedną diagnoze, co ginekolog to inna teoria. Ja np kiedyś spotkałam takiego co uważał, że invitro to biznes i ludzi się wciąga w to, wmawiając niepłodność,a z koleji kolejna powiedziała mi że invitro to cud medycyny XX i XXI wieku i sprawia że dzieja się cuda. Trzymam kciuki.
Gienek to naturalne że się boisz o zdrówko swoich dzieci, ale my tu jesteśmy żeby się wspierać, więc pisz. Mi pomaga. O teraz nap płakałam płakałam ale w końcu przestałam.
Buziaki dla wszystkich, od tego płakusiania głowa mnie rozbolała, więc napisze więcej po jutrzejrzej punkcji